czyli 'pomocy!' - Szkocka whisky w beczkach
Czajkus - Pon Lut 13, 2012 2:46 pm Temat postu: Szkocka whisky w beczkach Witam,
Mam pytanie.
Potrzebuję znaleźć informację historyczną - jakichś czasookres na pytanie - Od kiedy Szkoci stosują dla whisky przetrzymywanie jej w beczkach dla procesu starzenia?
Czy wiadomo kiedy jakiś Szkot wpadł na pomysł by whisky trzymać w beczce dla poprawy smaku? Może ktoś wie jaka to była firma? lub też ile w tym pierwszym okresie ta whisky w beczkach trzymali?
Pozdrawiam
Czajkus
Czarek - Wto Lut 21, 2012 8:33 pm
pytanie pozostaje bez odpowiedzi, której i ja nie udzielę .
Spróbuję poszperać w ksiązkach, a póki co czekamy na wybawcę,
Rajni do tablicy
Rajmund - Wto Lut 21, 2012 9:01 pm
Jaka to była firma? Każda, która zajmowała się destylacją whisky. I to jeszcze na długo zanim stali się firmą. Bo w czym niby mieli ją trzymać? Butelek nie mieli za bardzo na podorędziu. A że w piwnicach owa whisky leżała sobie po parę i więcej lat, z czasem zauważono różnicę. Raczej w ten sposób podchodziłbym do historii leżakowania whisky w beczkach, jako procesu ewolucyjnego, a nie jakiejś rewolucyjnej technologii, którą wprowadziła jakaś firma żeby udoskonalić swój produkt. Na logikę, nikt dbający o zysk nie zdecydowałby się na zamrożenie kapitału na ileś tam lat, żeby produkt był lepszy po upływie tego czasu. Nie wspominając o braku machiny reklamowej, która przekonałaby potencjalnych nabywców, że warto zapłacić więcej za odleżakowaną whisky. Kiedy wymóg 3-letniego leżakowano wpisano do prawnie obowiązującej definicji whisky szkockiej, tradycja leżakowania była utrwalona i uświęcona co wielowiekową tradycją.
Tarkun - Wto Lut 21, 2012 9:48 pm
| Rajmund napisał/a: | | Bo w czym niby mieli ją trzymać? Butelek nie mieli za bardzo na podorędziu. A że w piwnicach owa whisky leżała sobie po parę i więcej lat, z czasem zauważono różnicę. |
Beczka wydaje się oczywistym miejscem/naczyniem do przechowywania jakiegokolwiek alkoholu. Maturacja została okiełznana zapewne poprzez przypadek - jak wiele innych genialnych odkryć. Zapewne jakiś nachlany szkot zapomniał gdzie ustawił beczki i po latach zapomnienia trunek okazał się bardziej szlachetny.
Pocieszny_PCS - Wto Lut 21, 2012 10:42 pm
| Tarkun napisał/a: | | Zapewne jakiś nachlany szkot zapomniał gdzie ustawił beczki |
Raczej ukrywali przed poborcami
| Rajmund napisał/a: | | Bo w czym niby mieli ją trzymać? |
Trzymali też w glinianych dzbanach
Niestety nie mam jakiejś specjalistycznej literatury, ale zaglądnąłem do książki Urbana. Pisze on że do ok połowy XVIII wieku whisky zaprawiało się jagodami, ziołami i przyprawami bo była podła i piło się ją na świeżo, więc maturacja raczej nie była powszechna, co nie znaczy że jej nie było. Natomiast początek XIX wieku to już to już ekspansja tych wszystkich Haigów, Steinów, wynalezienie kolumny, zmiana przepisów, licencja dla Georgea Smitha itd. I tutaj pojawia się Andrew Usher (lata 50 XIXw.) o którym jest że inwestował bardzo dużo w beczki i magazyny podczas gdy dalej większość whisky pijano jako młody w ogóle nie leżakowany destylat.
W 1877 - powstaje DCL
W 1880 - George Smith procesuje się z innymi którzy używają nazwy Glenlivet ( bo marka Glenlivet jest powszechnie znana i uznawana za synonim whisky niemalże). W tym samym roku na Francję spada filoksera,
W końcu XIX wieku whisky jest już światowym trunkiem takim jak znamy dziś.
W skrócie można powiedzieć że to się działo na przestrzeni tych niecałych 150 lat, ale też nie do końca gdyż whisky według wielu źródeł przybyła z Irlandii, a tamtejsza destylarnia Bushmills szczyci się datą założenia 1608. Można przypuszczać że w Irlandii starzyło się w beczkach już wcześniej, zwłaszcza że tam było modne destylowanie bardziej w plenerze i prowizorycznych szopach niż "przy gospodarstwie" a potem ukrywanie.
Co ciekawe starzenie w beczkach było popularne dużo wcześniej u nas w Polsce. W XVI wieku zwyczaj zakopywania beczki po narodzinach córki i wykopywania na Ślub był dość rozpowszechniony, ale nie uskuteczniała go raczej żadna firma mająca znaczek i nazwę.
Rajmundzie, jeżeli możesz to skoryguj moje ewentualne pomyłki i błędy. Z góry dzięki.
Rajmund - Wto Lut 21, 2012 11:24 pm
Wszystko się niby zgadza. Dzbany gliniane miały/mają jednak dość ograniczoną pojemność. A praktyczne nie są - tłuką się dość łatwo. Tak więc i ich zastosowanie musiało być ograniczone. A jeśli chodzi o dodawanie ziół, miodu, jagód, itp. to whisky, spożywanie jej "od ręki" i takie tam - pamiętaj, że whisky pędzono mniej więcej w tym samym czasie i w dorzeczu Spey, i na zachodnim wybrzeżu, i na wyspach, i na południu Szkocji. Że o Campbeltown nie wspomnę. Gorzelnicy najczęściej nie wiedzieli o sobie nawzajem, a w najlepszych przypadkach znali się ze słyszenia. Poza tym, bywało tak, że nagromadzenie mini-destylarni na danym obszarze było okropne. W samej tylko zatoczce Lagavulin funkcjonowało ich kilkanaście. Kto był i widział ową zatokę, wie że musieli sobie siedzieć nawzajem na głowach. Jeden dodał jagód i wypił zaraz, drugi dodał wrzosów i odczekał tydzień, bo akurat córka mu za mąż wychodziła. Trzeci wlał do beczek, bo akurat w tym sezonie chlał u sąsiadów (tych od córki, co to za mąż wychodziła). W Morayshire (Speyside) co krok natyka się człowiek na zamek, czy inną posiadłość - właściciele tychże mieli ogromne piwnice, które zapełniali dobrem wszelakim przed zimą. W tamtym regionie (góry Cairngorms) zima potrafi jeszcze dzisiaj odciąć jedną osadę od drugiej na długie miesiące. A wiadomo, że lepiej wstawić do piwnicy pięć beczek za dużo niż pięć za mało, żeby przetrzymać do wiosny...
Nie trzymałbym się też sztywno dat powstania destylarni - i to zarówno w Szkocji, jak i w Irlandii. John Corr kupował spore ilości słodu na produkcję okowity już pod koniec XV wieku, a przecież żadna destylarnia nie szczyci się tak długim rodowodem.
Podsumowując, stawiałbym jednak na to, że dojrzewanie whisky i płynące z niego korzyści odkryto przypadkowo, w jednej z piwnic jakiegoś zamku Fraser, Dunnotar, Craigievar, Huntly, czy innego Drum, który nazbyt obficie zaopatrywano co roku przed zimą. W dolinie rzeki Dee jeszcze w latach 50. XX wieku prowadzono na ogromną skalę wycinkę drzew, więc materiału do budowy beczek było pod dostatkiem. To wszystko jednak tylko moje przypuszczenia, więc jak ktoś za chwilę zacytuje tu jakiegoś Urbana, który napisał, że pierwszą beczkę napełniono destylatem tuż przed zachodem słońca 12 kwietnia 1723 roku i postanowiono odstawić ją na 10 lat, a potem rozesłano maile do wszystkich destylarni szkockich z dokładną analizą wyników eksperymentu - to z pewnością tak właśnie było.
Pocieszny_PCS - Wto Lut 21, 2012 11:39 pm
Ja tylko podałem dość istotne wydarzenia na linii i nakreśliłem trochę tą linię z podaniem że było to gdzieś tak o na przestrzeni. Może za bardzo się skupiłem się na przemysłowo-biznesowych faktach.
Jest jak najbardziej tak jak piszesz i tak jak w tej Szkocji było pewnie i w całej Europie o czym napomknąłem na koniec i tak jak "woda życia" była w każdym języku tak pewnie w wielu miejscach lali do beczek i trzymali z wielu różnych powodów aż im wyszło dobre
oscarez - Śro Lut 22, 2012 7:56 am
no wreszcie ciekawy wątek na forum z przyjemnoscia czytam
Rajmund, napisz ksiazke z prawdziwego zdarzenia wreszcie!
Rajmund - Śro Lut 22, 2012 11:37 am
| oscarez napisał/a: | no wreszcie ciekawy wątek na forum z przyjemnoscia czytam
Rajmund, napisz ksiazke z prawdziwego zdarzenia wreszcie! |
Proszę bardzo. Siadam i piszę. Mówię poważnie. Ale znajdziesz wydawcę?
Swoją drogą, faktem jest, że czas najwyższy na książkę napisaną wreszcie przez kogoś niezwiązanego z żadnym producentem czy dystrybutorem whisky. Totalnie niezależną. Skoro Fiona już nie prowadzi sklepu z whisky w Dufftown, moje związki z przemysłem skurczyły się wystarczająco by mi nie zarzucić stronniczości. No, może wychwalę Ardbeg trochę za bardzo, gdzieś tam, w którymś rozdziale
Czarek - Śro Lut 22, 2012 2:17 pm
Znaleść wydawnictwo to nie jest problem, każda uczelnia wyższa ma sowje wydwnictwo i przy racjonalnych kosztach można coś wydać. Faktem jest że o opłacalności decyduje nakład, a takie wydawnictwa działają juz na poziomie 200 egz., jak na początek jak znalzał. czysto komercyjne wydawnictwa nie wchodzą w takie nakłady a jesli to przy wyzszych cenach.
Wydawcą może byc choćby BOW, składkowe kodszty przygotowania do druku i wydania. Potem to juz kwestia dotarcia do odbiorcy
rosomak - Śro Lut 22, 2012 2:35 pm
| Rajmund napisał/a: | | Proszę bardzo. Siadam i piszę. Mówię poważnie. |
Chetnie przeczytalbym ksiazke o single maltach, ktora nie ogranicza sie do bycia atlasem z ladnymi zdjeciami i krotkim opisem destylarni plus 2-3 flagowych podstawek. Czy poza "Vademecum Whisky", ktore przynajmniej czesciowo odbiega od tego schematu jest cos takiego na polskim rynku?
Czarku - skontaktuj Rajmunda z wydawca i do dziela
Wiktor - Śro Lut 22, 2012 3:35 pm
| Rajmund napisał/a: | | Totalnie niezależną |
Dodajmy jeszcze "totalnie prawdziwą" i staniesz się Rajmundzie, Salman'em Rushdie dla większości whiskowej branży...
Jeśli więc chodzi o pomoc w wydaniu, count me in
Mistu - Śro Lut 22, 2012 6:30 pm
To ja od razu zamawiam jedną sztukę Rajmundzie
dilvish - Śro Lut 22, 2012 10:32 pm
Może i moja skromna osoba mogłaby pomóc przy kontakcie z wydawcą, tak się składa, że znam jednego
A TAKĄ książkę na pewno warto by było przeczytać i to wielokrotnie.
Pawcio - Czw Lut 23, 2012 1:11 pm
| Pocieszny_PCS napisał/a: | | Co ciekawe starzenie w beczkach było popularne dużo wcześniej u nas w Polsce. W XVI wieku zwyczaj zakopywania beczki po narodzinach córki i wykopywania na Ślub był dość rozpowszechniony, |
na dworach szlacheckich była tradycja żę na chrzcinach wypijano beczkę lub więcej węgrzyna (czyli wińszczora od madziarów) , a żeby beczka nie zawadzała w gospodarstwie i się nie rozsychała więc wypełniano ja okowitą czyli bimbrem i zakopywano w sadzie.
Tradycyjnie wykopywano takie beczki na wesele osoby chrzczonej i nazywano starką.
|
|
|