To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
bestofwhisky.pl
Forum koneserów i pasjonatów | Hejtujemy od 2005 roku

czyli best of coś-tam ;-) - Springbank 0 y.o.

Krzysiek - Pią Wrz 16, 2005 9:39 pm
Temat postu: Springbank 0 y.o.
W ostatni weekend mieliśmy z Wiktorem okazję zakosztować Springbanka zaraz po destylacji. Nie wiem, czy próbowaliście czegoś takiego, ale jeśli nie - nic nie straciliście. Okropny! Bezbarwny jak wódka, ale wódka przy nim to rozkosz. Zapach obrzydliwie słodki, w smaku ta sama słodycz + chemia. "Finisz" - taki sam, a co gorsze, posmak pozostaje przez długi czas. Aż trudno uwierzyć, że z czegoś takiego powstaje tak dobra whisky - dzień wcześniej próbowałem Springbanka 10 y.o. i muszę przyznać, że jak na taką młodą whisky, była jedną z lepszych jakie piłem.
Anonymous - Sob Wrz 17, 2005 5:22 pm

to ciekawe.
najmłodszy malt, który piłem miał 8 lat (Jack's Pirate)
tam jednak słodkawy, obrzydliwy posmak pochodził z caol ila:/

myślę, że JP był podobny w smaku do Springbanka 0yo;)

pozdr
mih

Krzysiek - Sob Wrz 17, 2005 5:31 pm

Oj, myślę, że daleko mu było do tego Springbanka :) Zdaję się, że kosztowałem JP (choć pewny nie jestem), ale czegoś takiego jak Springbank przed beczkowaniem jeszcze nie piłem - zapomnieć się nie da :|
Rajmund - Nie Wrz 18, 2005 5:06 pm

Hmmm... To ciekawostka. Osobiście zdarzyło mi się próbować świeżego destylatu z Ardbeg (nawet prosto z rury, z której nalewano go do beczek), oraz z Glenmorangie. I nie przypominam sobie żeby mnie jakoś straszliwie odrzucało. Jasne, że nie było w nich wielkiej głębi smakowej, ale były to całkiem przyjemne trunki same w sobie. A do tego zwalająca konia z nóg moc tego, co w kieliszku... ;-)

A co do innych "młodzieniaszków" ze świata whisky, to przychodzi mi do głowy Macallan 7yo (wersja na rynek włoski), oraz Arran no age, która nie mogłe mieć więcj niż jakieś 4-5 lat, o ile mnie pamięć nie myli... Za Macallanem nigdy nie przepadałem, więc i ta 7-letnia omal w zlewie nie wylądowała, ale Arran była przyjemniutka.

Ach, no i 2-letnia Ardbeg pochodząca z beczki napełnianej przeze mnie własnoręcznie w lipcu 2000. Też była śliczniutka, ale tutaj już nie jestem obiektywny ;-) Ojcowska duma ;-)

Pozdrawiam,
Rajmund

Anonymous - Nie Wrz 18, 2005 6:00 pm

Rajmund napisał/a:
Za Macallanem nigdy nie przepadałem, więc i ta 7-letnia omal w zlewie nie wylądowała

co i rusz ktoś deklaruje swoją niechęć do tego macallana...
zastanawiam się więc, skąd ta jego popularność. no bo ile można bić pianę o szlachetnej dębinie hiszpańskich scherry_cask, nadludzkim reżimie produkcyjnym owianym zresztą nieziemską tajemnicą, tradycją, szlachetności nad szlachetonościami, niemożności oceny z powodu nierozciągalności skali muray'a itd.
no więc... jak zachwyca :?: skoro nie zachwyca?
może wersje 25,30yo, których pewnie nigdy skosztuje są rzeczywiście takie doskonałe(?) jeśli tak, to zwracam honor.
pozdrawiam
michał

Rajmund - Nie Wrz 18, 2005 6:21 pm

Ojej, Macallan to chyba temat na osobny wątek ;-) Jeśli chodzi o mnie, to nie zachwyca. Zdecydowanie nie zachwyca. Wersja 7yo (włoska) to po prostu badziewie. Wersja 10yo (dostępna na rynku brytyjskim) - słaba. Wersja 12yo - przyzwoita, ale daleko do fajerwerków, których możnaby się spodziewać po przeczytaniu tego i owego. Prawdziwie potrafią zachwycić wersje 18yo, a w szczególności rocznikowe Gran Reserva. Miałem kiedyś sposobność popróbować wersji 25yo, oraz rocznikowych 1956 i 1964 (wszystkie oficjalne). Doznaliby szoku Dżizas i Maria (żeby zacytować wieszcza ;-) ). Tragedia.
A skąd bierze się cały mit Macallana? Stąd głównie, że kiedyś to była bardzo dobra whisky. Tę wielkość przekuto na całą rozbudowaną mitologię, pozostawiając dbałość o jakość wyrobu przypadkowi. Mam wrażenie, że Macallan stała się ofiarą własnego sukcesu, którego zwyczajnie nie wytrzymała. O gwieździe pop powiedzielibyśmy, że woda sodowa do głowy jej uderzyła. To tak pokrótce...

Pozdrawiam,
Rajmund

Krzysiek - Pon Wrz 19, 2005 9:53 am

Wracając do Springbanka, zdecydowanie BYŁ obrzydliwy (Wiktor może potwierdzić moje odczucia). Może Ardbeg po destylacji jest lepszy (a nie zdziwiłbym się, nie piłem złego Ardbega ;) )...
Wspomniałeś, Rajmundzie, o Ardbegu z własnej rozlewni :) Czy jest jeszcze szansa go spróbować? Choćby malutkiego sampla?

Rajmund - Pon Wrz 19, 2005 3:21 pm

Jestem pewien, że gdyby nas zawiało do Ardbeg, to Stuart Thomson znalazłby tę jedną jedyną beczkę, którą sam napełniałem. Chodzi o beczkę nr 2493 napełnianą w lipcu 2000.

Pozdrawiam,
Rajmund

Pawcio - Wto Wrz 20, 2005 2:34 pm

Rajmund napisał/a:
Jestem pewien, że gdyby nas zawiało do Ardbeg, to Stuart Thomson znalazłby tę jedną jedyną beczkę, którą sam napełniałem. Chodzi o beczkę nr 2493 napełnianą w lipcu 2000.

Pozdrawiam,
Rajmund


Nawet gdyba jej nie znalazł to napewno byśmy tego nie żałowali, :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: jednak obawiam się że na widok Rajmunda Stuart schowa się w jakiś magazynie i wyśle Jacky żeby go splawiła jakąś miniaturką i opowieścią że Mr.Thomson jest na Bahama .

W końcu co trauma to trauma , a i wątroba sie tak szybko nie regeneruje. :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group