czyli best of coś-tam ;-) - Niebieski Jaś
ElBocheno - Wto Wrz 20, 2005 8:07 pm Temat postu: Niebieski Jaś Witam!
Tak sobie pomyślałem, że podzielę się z Wami pewną obserwacją z dnia wczorajszego. Otóż dojrzałem do tego by wreszcie otworzyć niebieskiego JW, który stał na półce jak jakiś skarb (???) przez parę ładnych miesięcy. Zamysłem wieczoru była degustacja eskalacyjna, jako że miałem też inne flaszki jaśka, czyli, podając w kolejności jakości zaproponowanej przez producenta: czerwony, czarny, złoty i niebieski. Zielonego nie miałem ale nie żałuję
Przestraszył mnie widok czterech groźnie wyglądających, wrogich butelek, więc szybko sięgnąłem po sprzymierzeńca w postaci 18letniego Glenffidich’a, którego resztki zostały mi po spotkaniu w Jastrzębiej Górze.
Z takim wsparciem w odwodzie, stanąłem na ubitej (upitej?) ziemi.
Oszczędzę Wam wrażeń związanych z degustacją czerwonego i czarnego.
Co do złotego to da się go wypić. Wprawdzie nie ma w nim absolutnie nic oprócz wyraźnej beczki, ale z serii JW jest pierwszym akceptowalnym.
No i uwaga, niebieski!! Skupiam się, wącham, wytężam wyobraźnię... Bukiet łagodny, nawet bardzo. Tak łagodny, że właściwie robię duży ukłon nazywając go szumnie bukietem. Niestety nic w nim nie znajduję.
Pełen wiary, a właściwie zwyczajnie naiwny, pociągam łyk. Mhm, w smaku też łagodny, zwłaszcza po złotym. Finisz? Eeeee, aleee jaki finisz???
No ok, łagodność to cnota dobrych trunków, ale owiany taką estymą (i taką ceną...) alkohol powinien oferować więcej wrażeń.
Teraz czas na odskocznię. Do jednego kieliszka nalałem kropelkę niebieskiego, do drugiego Glenffidich’a.
O czym tu w ogóle mówić?!?
Glenffidich, za którym szczególnie nie przepadam, po prostu zmiótł konkurencję w pierwszej rundzie!
Niucham niebieskiego: noooo, łagodnie.
Niucham Glenffidich’a: łagodność, głębia, owoce tropikalne, melon, avocado, banan...
Wracam z nosem do niebieskiego: woda.
Jeśli chodzi o smak, proporcje knock out’u są identyczne.
Potem do ringu wpuściłem złotego i oczywiście przegrał okrutnie, co w sumie było jasne z góry.
No i tak sobie siedziałem i myślałem, po co pisać na niebieskiej etykietce, jaki to wybitny trunek i jakie dostaje fantastyczne noty (kto je w ogóle nadaje?)?? I jeszcze brać za jedną butelkę kupę szmalcu. Przecież to oszustwo i bezczelność. Zastanawia się też, jak to możliwe, że ten trunek utrzymuje się na rynku, bo nie chce mi się wierzyć by ktoś go kupił po raz drugi.
Degustowałem w towarzystwie osoby, która zna się na alkoholach i ma opinię podobną do mojej.
Czy ktoś z Was miał z niebieskim do czynienia? Czy Wasze spostrzeżenia są podobne?
Pozdrawiam,
ElBocheno
Anonymous - Wto Wrz 20, 2005 9:45 pm
padłeś ofiarą marketingowego skrzeku i słusznie należy ci się status pokrzywdzonego;] zwłaszcza, ze stosunek jakości do ceny (tego trunku) jest przygniatająco niski.
wypisane na niebieskiej etykiecie "superlatywy" nie są wcale kłamstwem. destylaty składowe tej whisky rzeczywiście maja po kilkadziesiąt lat i są zapewne doskonałe. jak doskonałe? tego już nie musieli napisać. całość też mogła dostać bardzo wysokie noty (choćby i w instytucie zdrowej żywności;)
co się zaś tyczy ceny... nikogo do zakupu nie zmuszają.
zgadzam się z jednym: nabijają ludzi w elegancką butelkę.
jak dla mnie JW Blue Label to gadżet dla napchanych kasą "koneserów"
ps.:
ten zielony jasiek nie jest wcale taki zły. może najlepszy z nich wszystkich(?)
pozdrawiam
michał
RudeBoy - Śro Wrz 21, 2005 9:23 am Temat postu: Re: Niebieski Jaś Salut,
| ElBocheno napisał/a: |
Degustowałem w towarzystwie osoby, która zna się na alkoholach i ma opinię podobną do mojej. Czy ktoś z Was miał z niebieskim do czynienia? Czy Wasze spostrzeżenia są podobne? |
Zdrada!!! Nie wiem, czy masz broszurę z Jastrzębiej, ale z opisu wynika, że czerwony powinien być najlepszy Nie od dzisiaj wiadomo, że im starszy malt, tym ... gorszy
Zdrav,
--
RudeBoy Robert
Wiktor - Pią Wrz 30, 2005 2:03 pm
Blend to blend.
Ja w blendy nie wierzę z zasady. Niebieskiego Jasia porównałbym do Rioja Coto de Imaz rocznik 1982, do którego ktoś "sprytny" nalał pewną ilość owocowego wina Zemsta Teściowej. Osobiście, choćby proporcje były 10 do 1 i tak wolałbym od takiego "wynalazku" kieliszek zwyczajnego Bordeaux, normalny rocznik 2003...
Na swój sposób podziwiam jednak tych którzy nabijają ludzi w ową "niebieską butelkę" (prawa rynku są nieubłagane), ale z drugiej strony bardziej współczuję tym którzy ulegają pokusie zakupu "czegoś niesamowitego" za 200 czy więcej euro. Ale my już im pokażemy, co naprawdę dobre
|
|
|