UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia. 19.10.2017 Piątek 01:55

Galeria: Szkocja 2006 (2) - Islay i Jura.

Kraina whisky - fotografie Rajmunda Matuszkiewicza.


Powrót do spisu galerii

   Widok z klifu Meall Ard na południowy zachód, w stronę destylarni Lagavulin. Ten ląd na horyzoncie to wysepka Texa, oddzielona od Islay cieśniną Caolas an Eilein.

M XL XXL
    Malownicze pagody Port Ellen przytłoczone przez masywne – i paskudne – budynki słodowni. Widok od strony brzegu zatoki Kilnaughton Bay.

M XL XXL
 
   W tych magazynach, tuż nad brzegiem Kilnaughton Bay, ciągle jeszcze podobno znaleźć można wiele dobrego, mimo iż destylarnia od lat już nie funkcjonuje.

M XL XXL
    Szerszy widok na plażę nad Kilnaughton Bay oraz na słodownię i destylarnię Port Ellen.

M XL XXL
 
   Kilnaughton Bay i Port Ellen wczesnym wieczorem. Pogoda w dalszym ciągu niepewna, a przed nami kilka dni na Islay i Jurze.

M XL XXL
    Destylarnia Lagavulin wczesnym wieczorkiem. Widok od strony drogi prowadzącej do Ardbeg.

M XL XXL
 
   Zatoka Claggain Bay, nad którą rozbity był nasz namiot, o poranku tonęła w mgle. Claggain Bay znajduje się kilka kilometrów za Ardbeg.

M XL XXL
    Kamienista plaża nad Claggain Bay. Słońce próbuje przebić się przez gęstą mgłę. Jest nadzieja na piękną pogodę...

M XL XXL
 
   Nad Claggian Bay mgła coraz rzadsza. Widok na Claggain River wpadającą tu do morza. No i namiot oraz samochód nieustraszonych zdobywców Szkocji.

M XL XXL
    Ujście Claggain River, mgły coraz mniej, widoki coraz bardziej słoneczne.

M XL XXL
 
   Wynik pojedynku słońca z mgłą nad Claggain Bay wydaje się być przesądzony na korzyść tego pierwszego. Czas zwijać obozowisko i ruszać do Ardbeg, Lagavulin i Laphroaig.

M XL XXL
    I jeszcze jedno ujęcie owego zjawiskowego poranka nad Claggain Bay.

M XL XXL
 
   Ujście Claggain River.

M XL XXL
    Klify Rubha Buidhe na Islay w porannej mgle.

M XL XXL
 
   Nasz namiot o poranku nad Claggain Bay na Islay.

M XL XXL
    Most nad Claggain River i wzgórze Cnoc Mór na Claigin. W dalszym ciągu wyspa Islay.

M XL XXL
 
   Nasz namiot i zatoka Claggain Bay raz jeszcze.

M XL XXL
    Claggain Bay na Islay o poranku – szerszy plan. Wytęż wzrok i znajdź namiot i samochód polskich wędrowców...

M XL XXL
 
   Jedna z pagód w Ardbeg – noclegowisko ptaków.

M XL XXL
    Gdyby ktoś miał wątpliwości, że whisky szkocka leżakuje w beczkach po bourbonie – oto dowód. Ta beczka czeka na napełnienie na dziedzińcu w Ardbeg.

M XL XXL
 
   Widok na część budynków w Ardbeg z niewielkiego klifu nad brzegiem morza. Budynek z napisem Ardbeg wbrew pozorom nie służy jako magazyn whisky, lecz jest takim sporym warsztatem. Tutaj między innymi naprawia się beczki. Ten budynek bezpośrednio na prawo od niego (z tablicą informacyjną) to miejsce napełniania beczek.

M XL XXL
    Ardbeg. Budynek byłej słodowni funkcjonuje w tej chwili jako Visitor Centre. Znajdziemy tam sklepik, restaurację Old Kiln Cafe, a także biura administracji destylarni. Tam też powiedzie nas przewodnik na degustację po zakończeniu zwiedzania.

M XL XXL
 
   Beczki na dziedzińcu Ardbeg czekają na swoją kolej, czyli na napełnienie świeżym destylatem.

M XL XXL
    Destylarnia Ardbeg i zatoka Loch an t-Sailein w całej okazałości. Biały domek, pierwszy od prawej, to dom menadżera destylarni. A zupełnie przypadkiem najlepsze beczki leżakują w magazynie tuż obok...

M XL XXL
 
   Zbliżenie na pagody w Ardbeg. Spowijający je dym pochodzi z pieców pod alembikami, nie ze słodowni. W Ardbeg jedynie nieśmiało i nieoficjalnie przebąkuje się o planach ponownego uruchomienia słodowni.

M XL XXL
    Wasz człowiek w Szkocji. Tym razem na klifie Meall Ard, górującym nad okolicą.

M XL XXL
 
   Widok na Ardbeg z drogi prowadzącej do pozostałych dwóch destylarni i wreszcie do Port Ellen. Wejście do zatoki Loch an t-Sailein upstrzone jest mniejszymi i większymi skałami o wdzięcznie brzmiących nazwach Iseanach Mór, Cam Sgeir, czy Sgeir a’Chlachain.

M XL XXL
    Wzdłuż brzegów Islay, w bezpiecznej odległości od skał Sgeir a’Chlachain, w stronę Port Ellen podąża pierwszy tego ranka prom Caledonian MacBrayne z Kennacraig. Na pierwszym planie oczywiście Ardbeg, w tle natomiast – wynurzający się spoza porannych mgieł półwysep Kintyre. Choć głowy nie dam czy to nie już Irlandia. Następnym razem obiecuję sprawdzić na pewno.

M XL XXL
 
   Widok na destylarnię Lagavulin od strony Lagavulin Bay.

M XL XXL
    Ruiny zamku Dunyvaig, strzegącego wejścia do zatoki Lagavulin Bay. Dunyvaig Castle niegdyś był siedzibą Władców Wysp (Lords of the Isles) z klanu MacDonald. W tle – wysepka Texa.

M XL XXL
 
   Destylarnia Lagavulin, nad zatoką Lagavulin Bay, widziana z ruin zamczyska Dunyvaig.

M XL XXL
    Ruiny Dunyvaig Castle. W tle – fragment wysepki Texa.

M XL XXL
 
   Ruiny Dunyvaig Castle i Texa.

M XL XXL
    Na jednej ze skał wystających ponad powierzchnię morza u wejścia do zatoki Lagavulin Bay, Was dzielny reporter dostrzegł żerującego ostrygojada.

M XL XXL
 
   Widok na Lagavulin i Lagavulin Bay raz jeszcze.

M XL XXL
    Wjeżdżamy do osady Lagavulin. Oprócz samej destylarni, znajdzie się tam może ze cztery domostwa. A tablica przy drodze informuje, że niegdyś w tej okolicy mówiło się zupełnie innym językiem. I że nazwa Lagavulin właśnie z tamtego języka pochodzi.

M XL XXL
 
   Na dziedzińcu destylarni Laphroaig znajdziemy kępkę... palm. To wpływ ciepłego Prądu Zatokowego opływającego Szkocję i Irlandię. Niemałe znaczenie ma też fakt, że akurat ten gatunek palm dostosowany jest do życia w klimacie nieco bardziej surowym niż śródziemnomorski czy tropikalny.

M XL XXL
    Widok na Laphroaig od bramy wjazdowej.

M XL XXL
 
   Dziedziniec Laphroaig. Ten budynek po prawej stronie to hala alembików – tutaj odbywa się destylacja whisky.

M XL XXL
    Budynki Laphroaig od strony morza – od zatoki Loch Laphroaig.

M XL XXL
 
   Jezioro łabędzie w Laphroaig, na zatoce Loch Laphroaig.

M XL XXL
    Destylarnia Laphroaig nad zatoką Loch Laphroaig w całej okazałości.

M XL XXL
 
   Tablica wskazująca kierunek do słodowni Port Ellen. W tle romantyczne pagody nieczynnej już destylarni.

M XL XXL
    Pagody destylarni Port Ellen.

M XL XXL
 
   Prom Caledonian MacBrayne opuszcza nabrzeże portowe w Port Ellen. To ten sam, który udało mi się sfotografować wcześniej, z Ardbeg na pierwszym planie.

M XL XXL
    Torfowisko przy drodze wiodącej z Port Ellen do Bowmore. Torf kopie się w Szkocji zwykle w okolicach czerwca-lipca, po czym czeka się na jego wyschnięcie. Kto wie, może akurat ten torf posłuży do suszenia słodu w Laphroaig lub Bowmore. A może zapach jego dymu poczujemy kiedyś w Ardbeg?

M XL XXL
 
   Ten sam torf, parę metrów od drogi wiodącej z Port Ellen do Bowmore.

M XL XXL
    Słynny okrągły kościół w Bowmore, widok na zatokę Loch Indaal, a te budynku z lewej strony, po drugiej stronie zatoki, to Bruichladdich.

M XL XXL
 
   Destylarnia Bowmore na wyspie Islay, widziana od strony przystani. Ta woda, to zatoka Loch Indaal.

M XL XXL
    Główna ulica w Bowmore, na końcu której znajduje się okrągły kościół. Sklep Co-Op po lewej stronie to bodaj największa placówka handlowa na Islay, a znajdujący się po prawej stronie National Bank of Scotland (charakterystyczne logo) to jedyna placówka bankowa. I bodaj jedyny bankomat na całej wyspie. No i to tutaj wsiada się do autobusu do Port Askaig – żółta wiata przystanku autobusowego po prawej stronie zdjęcia.

M XL XXL
 
   Widok ogólny na destylarnię Bowmore od strony bramy głównej. Charakterystyczne pagody zwieńczają dach suszarni słodu – jednej z niewielu działających jeszcze w całej Szkocji.

M XL XXL
    Zbliżenie na pagody nad Bowmore. W chwili gdy to zdjęcie było robione, destylarnia była akurat w trakcie przerwy wakacyjno-remontowej, więc nie mogłem uchwycić wydobywającego się spod daszków dymu.

M XL XXL
 
   Główna brama wjazdowa do Bowmore. Te budynku naprawdę są takie białe. Za każdym razem gdy tam byłem dokładnie tak wyglądały. Chyba, że je malują za każdym razem krótko przed moim przyjazdem...

M XL XXL
    Ten skrawek asfaltu w lewym dolnym rogu to główna droga prowadząca z Bridgend do Port Charlotte na Islay. Jedna z głównych dróg całej wyspy. Po drodze jest Bruichladdich. A przy drodze – nierzadko na drodze – stada pasących się owieczek. Trzeba jeździć bardzo ostrożnie.

M XL XXL
 
   W recepcji Bruichladdich znajdziemy beczki, z których możemy samodzielnie nalać sobie whisky. Za jedyne 55 funtów. Jak się później okazało, jest to ostatnio dość powszechny trend w szkockich destylarniach.

M XL XXL
    Na półkach sklepiku w Bruichladdich znaleźć można całkiem imponujący wybór produktów destylarni. Tutaj widok na rząd Laddie 1991 Yellow Submarine.

M XL XXL
 
   Do wyboru, do koloru. W Bruichladdich mają coś dla każdego.

M XL XXL
    Jak widać, podczas naszej wizyty w Bruichladdich pracowali pełną parą. Tutaj – widok na kadź zacierną, w której akurat odbywa się mieszanie ześrutowanego słodu z wodą.

M XL XXL
 
   Zamknięcie wlotu alembika w Bruichladdich.

M XL XXL
    Alembik drugiej destylacji w Bruichladdich. Tzw. low wines still. Alkohol opuszczający to naczynie ma stężenie ponad 70% i – po rozcieńczeniu do 63,5% - trafia do beczek.

M XL XXL
 
   Jak widać, praca nad powiększaniem zawartości magazynów Bruichladdich szła pełną parą podczas mojej ostatniej bytności. Widok na tzw. spirit safe, gdzie oddziela się niedogony od frakcji właściwej. Zdjęcie może być dowodem na to, że whisky zawdzięcza swoją barwę beczkom, w których leżakuje. Tu, przed leżakowaniem, jest zupełnie bezbarwna.

M XL XXL
    Jeszcze jedna magiczna skrzyneczka zwana spirit safe, w której oddzielane są niepożądane fragmenty destylatu od frakcji właściwej.

M XL XXL
 
   Tutaj odbywa się pobieranie próbek po pierwszej, wstępnej destylacji. Całość idzie dalej, do drugiego alembika.

M XL XXL
    Alembiki pierwszej, wstępnej destylacji w Bruichladdich. Alkohol opuszczający te kuby ma dwadzieścia parę procent i poddawany jest drugiej, końcowej destylacji.

M XL XXL
 
   Jeszcze jeden widok na alembiki drugiej destylacji w Bruichladdich.

M XL XXL
    Wnętrze jednego z magazynów w Bruichladdich. W tym magazynie leżakuje whisky pochodząca z różnych destylarni, a zakupiona została przez niezależnego dystrybutora, Murray McDavid. W tym magazynie Jim McEwan lubi eksperymentować z różnymi rodzajami beczek.

M XL XXL
 
   Jeszcze jeden rzut oka na „ulubiony magazyn Jima McEwana”. W oczy rzucają się beczki, w których wcześniej leżakowała Rioja. Zapewniam, że w tej chwili wypełnione są przednią whisky.

M XL XXL
    Tutaj widać wyraźnie, że w tym magazynie znajdziemy nie tylko Bruichladdich. Widać Lagavulin, Caol Ila...

M XL XXL
 
   W tych dwóch ogromnych cysternach zbierana jest whisky, którą mają być napełnione beczki zanim na długie lata trafią do leżakowania w magazynach.

M XL XXL
    Jak w Bruichladdich lubią się chwalić – jedyna na Islay linia do butelkowania whisky. Na pierwszym planie zapas pustych butelek do napełnienia whisky.

M XL XXL
 
   Po zakończeniu zwiedzania dostajemy do wyboru kilka różnych wersji Bruichladdich do degustacji. Na zdjęciu buteleczki wybrane przez Waszych wysłanników do krainy whisky.

M XL XXL
    Szklaneczka Bruichladdich na pokrytym tartanem stoliku w recepcji destylarni.

M XL XXL
 
   Ogromne beczki po sherry i niewielki człowiek po przejściach ;-) Na dziedzińcu Bruichladdich uczestnik Akademii Whisky Bruichladdich zajmuje się przygotowaniem beczek do napełnienia.

M XL XXL
    Położyć wreszcie swoje łapska na dużej, pięknej beczce... Wasz człowiek w Bruichladdich.

M XL XXL
 
   Historyczny moment. Jim McEwan nabiera nieco czterokrotnie destylowanej Perilous Whisky (86%) żeby nalać jej do kieliszka i podać autorowi tych zdjęć. A to dopiero początek wycieczki po jego ulubionym magazynie.

M XL XXL
    Za chwilę napełniony zostanie następny kieliszek. Tym razem będzie to Mortlach 1993 z beczki po winie Syrah.

M XL XXL
 
   Takimi etykietami opatrzone są beczki. Etykieta zawiera informacje dotyczące rodzaju whisky, rocznika, rodzaju beczki, daty napełnienia, oraz systemu przetaczania beczek w obrębie magazynu.

M XL XXL
    Jak widać, dane mi też było spróbować Bruichladdich 1991 leżakowanej w beczkach po Chateau d’Yquem.

M XL XXL
 
   Właśnie pobierana jest próbka Bruichladdich 1991 Chateau d’Yquem finish. A to jeszcze zdecydowanie nie koniec wycieczki...

M XL XXL
    Jim nalewa mi Glen Scotia 1992. Pierwsza Glen Scotia, która mi naprawdę smakowała. Przepyszna rzecz, prosto z beczki po rumie. Warto zwrócić uwagę na znajdujące się obok beczki Littlemill. I nie należy w żadnym wypadku zwracać uwagi na to ile whisky rozlewa się podczas takiej degustacji. Szczególnie w przypadku kłopotów z sercem...

M XL XXL
 
   Czasem polewanie gościowi wymaga wręcz akrobatycznych umiejętności. A pod koniec „zwiedzania” może nawet być niebezpieczne. Ale Jim McEwan jest tu u siebie, a ja na tym etapie jestem już nieźle znieczulony, więc nie zważam na niebezpieczeństwa...

M XL XXL
    Widok ogólny na Bruichladdich od strony zatoki Loch Indaal. Teraz zmierzamy do Kilchoman. Ale najpierw obfity gorący posiłek na plaży Loch Indaal. I długi odpoczynek. Spożycie jednak było nieprzyzwoicie duże.

M XL XXL
 
   Zanim trafiliśmy do samej destylarni, najpierw obejrzeliśmy pobliski cmentarz, na którym znajduje się przepiękny krzyż celtycki z około roku 1500.

M XL XXL
    Kilchoman Cross raz jeszcze.

M XL XXL
 
   Płyty nagrobne z wizerunkami zmarłych – zniszczone przez czas i niszczące działanie pogody – na cmentarzu w Kilchoman.

M XL XXL
    Wreszcie w najnowszej destylarni whisky w Szkocji. Na zdjęciu alembik drugiej destylacji, tzw. spirit still.

M XL XXL
 
   Autoportret z destylowaną whisky w tle. Tak w Kilchoman wygląda tzw. spirit safe, czyli miejsce, w którym frakcję właściwą destylatu oddziela się od przedgonów i niedogonów.

M XL XXL
    W Kilchoman działa tylko jedna para stosunkowo niewielkich alembików. Na pierwszym planie tzw. wash still, alembik do pierwszej destylacji.

M XL XXL
 
   Zawór wlotu alembika drugiej destylacji.

M XL XXL
    Rzut oka na halę produkcyjną w Kilchoman. Na pierwszym planie alembiki, w tle – kadź zacierna.

M XL XXL
 
   I jeszcze jeden rzut oka na destylowaną whisky w Kilchoman.

M XL XXL
    Leżakująca whisky w Kilchoman. Od samego początku w oczy rzuca się poczucie świeżości i brak patyny, tak charakterystycznej dla pozostałych destylarni.

M XL XXL
 
   Znakowanie beczek nazwą destylarni. Czynność ta wykonywana jest w niemal pustej hali magazynu, która z czasem ma zapełnić się po sufit beczkami z dojrzewającą whisky.

M XL XXL
    Teraz już wiadomo na pewno, że whisky nalana do tej beczki pochodzić będzie z Kilchoman.

M XL XXL
 
   I nietrudno się przy tym farbą pochlapać...

M XL XXL
    Wejście do słynnej suszarni słodu, która spłonęła krótko po uruchomieniu destylarni, powodując kolejne przesunięcie w czasie terminu rozpoczęcia destylacji.

M XL XXL
 
   Wnętrze recepcji w Kilchoman, będącej jednocześnie sporej wielkości – jak na otoczoną polami i górami farmę – sklep z różnego rodzaju pamiątkami i gadżetami. Tutaj też dostaniemy odrobinę tutejszego produktu do degustacji.

M XL XXL
    Oprócz sporego wyboru towarów i paskudnej niedojrzałej whisky, w recepcji w Kilchoman mają bardzo eleganckie toalety. Jak bodaj w żadnej innej destylarni w Szkocji. Prosto i na lewo.

M XL XXL
 
   Gdyby nie szyld na budynku głównym, nic nie wskazywałoby na to, że wjeżdżamy właśnie na teren destylarni. Kilchoman sprawia wrażenie, gospodarstwa rolniczego, w którym niejako przy okazji destyluje się whisky. Co zresztą w dużej mierze jest prawdą.

M XL XXL
    W drodze do Bunnahabhain, biegnącej w dużej mierze wzdłuż cieśniny Sound of Islay, nie sposób oderwać oczu od widoku wyspy Jura po drugiej stronie cieśniny. Stąd widać wyraźnie dlaczego widoczne tam góry nazywają się „Paps of Jura” – „Piersi Jury”.

M XL XXL
 
   Widok na cieśninę Sound of Islay, na Jurę i jej piersi. Ciągle w drodze do Bunnahabhain.

M XL XXL
    Tuż za osadą Bunnahabhain uważać trzeba na ostry zakręt w prawo. Teraz już z górki na pazurki, prosto do destylarni. Większość budynków skryło się za zielenią z prawej strony.

M XL XXL
 
   Dziedziniec Bunnahabhain, Piersi Jury, i nasza skromniutka fiesta tuż obok destylarnianego vana.

M XL XXL
    Oczekujące na napełnienie beczki trzeba było regularnie polewać wodą, żeby nie rozeschły się i nie popękały. Tegoroczne lato było wyjątkowo upalne w Szkocji. Niektórym destylarniom groziły przestoje z powodu braku wody.

M XL XXL
 
   Polewane beczki z widokiem na Paps of Jura.

M XL XXL
    No i to chyba była jedyna okazja żeby tego lata w Szkocji zobaczyć tęczę.

M XL XXL
 
   Hala alembików w Bunnahabhain.

M XL XXL
    Bardzo mi się podobało niczym nieskrępowane, samodzielne buszowanie po destylarni. Pies z kulawą nogą nie zajrzał co ja tam robię. A ja tylko fotografowałem ;-) Tutaj tzw. spirit safes, czyli szafki kryjące krany do oddzielania frakcji właściwej destylatu.

M XL XXL
 
   Jak widać, w Bunnahabhain właśnie mieli okres przestoju wakacyjnego. Alembiki otwarte, w hali pusto i smutno...

M XL XXL
    Ten ogromny kanciasty pojemnik w głębi to low wines receiver, czyli pojemnik na destylat po pierwszej destylacji. Z niego napełniane są alembiki do drugiej, ostatecznej destylacji.

M XL XXL
 
   W związku z obowiązującymi od kilku lat przepisami, alembiki nie mogą już być ogrzewane otwartym ogniem. W miejsce pieców zamontowano mało romantycznie wyglądającą instalację gazową.

M XL XXL
    Brama prowadząca na dziedziniec destylarni pozostaje uchylona nawet w okresie, gdy destylarnia jest nieczynna.

M XL XXL
 
   Widok na Jurę z nabrzeża w Bunnahabhain. Aż trudno uwierzyć, że to Szkocja słynie raczej z ponurej i deszczowej pogody.

M XL XXL
    Widok na budynki destylarni z nabrzeża. Po prawej stronie od budynków widać mgłę rozpylanej nad beczkami wody.

M XL XXL
 
   Charakterystycznym elementem na większości nabrzeży w Szkocji są kosze do połowu krabów. W tle Paps of Jura.

M XL XXL
    W drodze powrotnej z Bunnahabhain natknęliśmy się na pasące się stadko szkockich krów. Krowy – jak widać – były zdecydowanie mniej zainteresowane nami, niż my nimi.

M XL XXL
 
   W Caol Ila mogliśmy pooglądać jedynie budynki z zewnątrz. Najwidoczniej w Diageo mają jakieś inne wytyczne dotyczące zabezpieczania budynków niż w Bunnahabhain czy Ardbeg. No i tak z zewnątrz to i wiele się nie udało zobaczyć, niestety. Tutaj hala alembików, widzianych przez szybę.

M XL XXL
    Budynek główny destylarni widziany z nabrzeża. Każda destylarnia na Islay miała swego czasu regularne połączenia morskie ze stałym lądem, stąd przy każdej znajdziemy nabrzeże portowe. W lepszym lub gorszym stanie, gdyż w chwili obecnej użytkowane są jedynie przez niewielkie łódki, żaglówki i ewentualnie jachty.

M XL XXL
 
   Widok na cieśninę Sound of Islay, oddzielającą Jurę od Islay, z nabrzeża w Caol Ila.

M XL XXL
    Destylarnia Caol Ila – widok ogólny. I kompletny. W Caol Ila już nic więcej nie ma. Nieco wyżej, w górę drogi, z której robione było zdjęcie, znajduje się jeszcze kilka domostw.

M XL XXL
 
   Dziedziniec Caol Ila i część budynków destylarni.

M XL XXL
    I jeszcze jeden rzut oka na budynki destylarni – zamknięte na głucho – i na halę alembików.

M XL XXL
 
   Wyspa Jura. Potok Abhainn an Daimh-sgeir uchodzi do morza, przepływając wcześniej pod malowniczym mostem. Idealne miejsce na biwak. Nie całkiem jednak. W tym miejscu znajduje się prawdziwa wylęgarnia małych szkockich paskud latających, zwanych tutaj midges. Kto tego na własnej skórze nie doświadczył, nie wie o czym mowa. Najbardziej zajadły atak wygłodniałych komarów to nic przy niewinnie wyglądających szkockich meszkach.

M XL XXL
    Widok na destylarnię Isle of Jura w miejscowości Craighouse. Całe Craighouse jest w sumie niewiele większe. Do tego, co widać na zdjęciu, dodaj kilka domów, sklep i hotel – oto i stolica wyspy. Ale czegóż oczekiwać od wyspy, na której łącznie mieszka 200 ludzi?

M XL XXL
 
   Ten śliczny trawnik przed hotelem (po lewej, raczej poza kadrem) może służyć za pole namiotowe. Rozbicie namiotu nie kosztuje tutaj nic, a skorzystać można z hotelowej łazienki. Już odpłatnie. W całej Szkocji trudno jednak o pole namiotowe usytuowane bliżej jakiejkolwiek destylarni.

M XL XXL
    Ten sam trawnik, ale w drugą stronę. Można pograć w piłkę, można poskakać po... palmach! Tak, te palmy to – podobnie jak na dziedzińcu Laphroaig – efekt działania ciepłego Prądu Zatokowego opływającego Szkocję.

M XL XXL
 
   Widok na całe Craighouse z przystani rybackiej. Znowu kosze do połowu krabów, po lewej stronie, w tle, hotel, no i oczywiście destylarnia.

M XL XXL
    Destylarnia, hotel, i parking dla zwiedzających destylarnię – w środku kadru.

M XL XXL
 
   Jeszcze jedno ujęcie destylarni Isle of Jura w Craighouse.

M XL XXL
    Sklepik w recepcji Isle of Jura oferuje wybór oficjalnych wersji produkowanej tutaj whisky. Ta z krzyżem ankh to torfowa Jura Superstition.

M XL XXL
 
   Kadź zacierna w Isle of Jura. W związku z przerwą wakacyjną, nic się w niej nie dzieje, umyta czeka na wznowienie produkcji.

M XL XXL
    Kadź zacierna w Isle of Jura. To lejowate coś z prawej strony u góry to podajnik ześrutowanego słodu jęczmiennego.

M XL XXL
 
   Kadź zacierna w Isle of Jura jeszcze raz. Z tego kąta, podajnik ześrutowanego słodu jęczmiennego znajduje się z tyłu.

M XL XXL
    Kadzie fermentacyjne w Isle of Jura. W przeciwieństwie do większości destylarni, na Jurze stosowane są kadzie fermentacyjne ze stali nierdzewnej, a nie z sosny oregońskiej. Oczywiście tutaj przewodniczka powie nam, że to nie ma wpływu na smak whisky, a pomaga utrzymać sterylną czystość, niezbędną do osiągnięcia „tego niepowtarzalnego smaku kojarzonego z produktami Isle of Jura”.

M XL XXL
 
   Wszystkie sześć kadzi fermentacyjnych Isle of Jura. Jakoś mało romantycznie wyglądają, prawda?

M XL XXL
    Alembiki w Isle of Jura są największymi tego typu urządzeniami w Szkocji.

M XL XXL
 
   Alembiki w Isle of Jura raz jeszcze.

M XL XXL
    Beczki w magazynie Isle of Jura. Jednak akurat te beczki służą jedynie ozdobie i ściemnianiu naiwnych. Nie ma w nich ani kropli whisky.

M XL XXL
 
   Raz jeszcze widok ogólny na destylarnię Isle of Jura. Z trawniczka, który aż prosi żeby na nim rozbić namiot, spod tropikalnych palm.

M XL XXL
    W drodze powrotnej do Feolin Ferry i znowu na Islay, natknęliśmy się na pasącego się samotnego potwora...

M XL XXL
 
   Widok na wybrzeże na Jurze. Cieśnina Sound of Islay, tym razem z drugiej strony, i sama Islay. Za chwilę na nią wracamy. Tym bardziej, że zdjęcie robione było z nabrzeża promowego w Feolin Ferry.

M XL XXL
    Taki niewielki promik kursuje regularnie między Port Askaig na Islay, a Feolin Ferry na Jurze. Rejs trwa 5 minut, a na pokład wchodzi 5-6 samochodów. Za chwilę wjeżdżamy na jego pokład.

M XL XXL
 
   A to już Port Askaig na Islay widziany z pokładu promu. Na pierwszym planie – kuter tutejszych ratowników morskich.

M XL XXL
    W ten słoneczny dzień Ardbeg była niezwykle zatłoczona. Nawet miejsce na parkingu niełatwo było znaleźć. Jak na mój gust, destylarnia przekroczyła już granice przyzwoitości jeśli chodzi o samopromocję. Kiedyś było tutaj pusto, zacisznie i romantycznie. Teraz obija się człowiek o tłumy.

M XL XXL
 
   Zabytkowy saganek do whisky, opatrzony nazwą destylarni, stanowi element dekoracyjny Visitor Centre w Ardbeg. Podobne naczynia z lubością eksponowane są w większości destylarni, do których wpuszcza się zwiedzających.

M XL XXL
    Historyczny – ale ciągle działający – młyn do śrutowania słodu jęczmiennego. Jeden z pierwszych elementów ciągu produkcyjnego, jaki pokazywany jest turystom.

M XL XXL
 
   Kadzie fermentacyjne w Ardbeg. Z sosny oregońskiej, rzecz jasna. Warto zwrócić uwagę na silniczki zamontowane u góry, tuż nad pokrywą. Napędzają one wiatraki poniżej, których zadaniem jest likwidowanie piany powstającej podczas burzliwej fazy fermentacji.

M XL XXL
    Kadzie fermentacyjne w Ardbeg raz jeszcze. W każdej z nich proces fermentacji znajduje się w różnej fazie, więc zawsze jest pewność, że w którejś na destylację czeka już odfermentowane piwo. A w każdym razie coś w rodzaju piwa.

M XL XXL
 
   Alembiki w Ardbeg. Jak widać, mamy do czynienia z niewielką destylarnią, posiadającą tylko jedną parę alembików. Ten na pierwszym planie, większy, służy do pierwszej destylacji. Jest to tzw. wash still. Ten drugi, nieco mniejszy, to naczynie, z którego destylat trafia do zbiornika, a następnie – po rozcieńczeniu do mocy 63,5% - do beczek.

M XL XXL
    Alembiki w Ardbeg widziane od spodu. Ten na pierwszym planie, to alembik drugiej, ostatecznej destylacji, tzw. spirit still.

M XL XXL
 
   Rzut oka na alembiki od dołu. Spirit still w Ardbeg ma ten charakterystyczny motyw wokół nasady szyjki. Żaden inny alembik w Szkocji nie jest tak zdobiony.

M XL XXL
    I proszę jak rześko i wartko płynie świeżo wytworzony destylat przez tzw. spirit safe, czyli owo akwarium, w którym oddziela się poszczególne frakcje. Przy okazji widać wyraźnie, że owe mity o zamknięciu tego ustrojstwa na wielką kłódę przez urzędników skarbowych to jeden wielki pic na wodę wciskany naiwnym turystom. W Ardbeg nikt tego nie zamyka, a jakoś skarbówka nie robi wokół tego wielkiego hałasu.

M XL XXL
 
   No i jakoś nie mogłem nie wsadzić głowy (z aparatem) do samego środka żeby wam pokazać jak to wygląda z bliska. Tutaj odbywa się oddzielanie poszczególnych frakcji drugiej destylacji. W tej chwili rynna skierowana jest do naczynia do powtórnej destylacji. To z sitkiem prowadzi do zbiornika na frakcję środkową, z którego droga już tylko do beczek.

M XL XXL
    Na tym zdjęciu mamy widok na destylat po pierwszej, wstępnej destylacji. Tutaj nie ma czego oddzielać, całość leci do drugiej destylacji.

M XL XXL
 
   Świeżutko napełnione beczki czekają na odtoczenie do magazynu. W tej chwili ciągle jeszcze znajdują się w pomieszczeniu, gdzie odbywa się napełnianie.

M XL XXL
    Zbliżenie na magiczny napis na denku beczki tuż po jej napełnieniu.

M XL XXL
 
   O proszę, ile dobroci się marnuje podczas napełniania beczek. Aż serce boli, prawda?

M XL XXL
    Już po zakończeniu zwiedzania przewodniczka zabiera swoją grupę do recepcji, gdzie do wyboru dostajemy kilka różnych wersji miejscowej whisky. Można było sobie zażyczyć m.in. Uigedail, Still Young, Serendipity, czy „zwykłą” 10yo. Niestety, stojące na najwyższej półce, coraz mniej liczne butelki Ardbeg 25yo Lord of the Isles, były tylko do kupienia w całości. Przy znacznym wydatkowaniu GieBePów.

M XL XXL
 
   Kilka kilometrów za Ardbeg, drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża, znajdziemy ruiny kaplicy Kildalton, a przy nich przepiękny krzyż celtycki z VIII wieku n.e.

M XL XXL
    Kildalton Cross raz jeszcze, troszkę bliżej...

M XL XXL
 
   A teraz to i wspomniane wcześniej ruiny kaplicy widać, nie tylko krzyż.

M XL XXL
    Wewnątrz kaplicy znajdują się zabytkowe rzeźbione płyty nagrobne

M XL XXL
 
   Zbliżenie na krzyż. Warto zwrócić uwagę na porosty rozwijające się na krzyżu. To na wypadek gdyby ktoś nie chciał uwierzyć, ze w Szkocji naprawdę są tylko dwa rodzaje pogody. Albo pada, albo zbiera się na deszcz.

M XL XXL
    Z powrotem w Ardbeg. Tym razem ten anielski destylat leci do zbiornika z frakcją środkową. Tak, Panie i Panowie, oto przyszła whisky Ardbeg w chwili powstawania.

M XL XXL
 
   Dekoracyjny detal na szyjce alembika do drugiej destylacji w Ardbeg. Po pozbyciu się zwiedzających destylarnia była już cała moja, więc grasowałem z aparatem i statywem po wszystkich pomieszczeniach. tylko jakoś nie udało mi się przekonać kierownictwa żeby mnie wpuścili samopas do magazynów...

M XL XXL
    W hali alembików w Ardbeg jest dość ciasno, jak widać. Gdy próbowałem chwycić nieco szerszy plan na alembiki, z prawej i lewej strony w kadr wsadzały mi się zbiorniki na destylat po pierwszej destylacji (low wines receiver) od prawej strony, i spirit receiver od lewej. Pod tym zbiornikiem, którego widać stelaż widać po lewej stronie, znajduje się owo ustrojstwo do oddzielania frakcji, tzw. spirit safe.

M XL XXL
 
   Kadź zacierna w Arbeg, pomalowana w charakterystyczny motyw ardbegowski, oczywiście w odcieniach ardbegowskiej zieleni.

M XL XXL
    Zaczyna się oczekiwanie na najlepsze wieczorne światło, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcie destylarni. No i siedzieliśmy na tym klifie całymi godzinami, zamiast popijać whisky z Thomsonami, których właściwie dałoby się dostrzec już na tym zdjęciu, gdyby było ono w większej rozdzielczości.

M XL XXL
 
   Już lepiej nie było tego dnia. Daliśmy za wygraną i poszliśmy do Thomsonów... na piwo.

M XL XXL
    Widok na pagody Ardbeg na tle wieczornego nieba. Chociaż, jak na złość, tego wieczora słońce nie chciało czerwono zachodzić.

M XL XXL
 
 
R E K L A M A