UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia. 16.12.2017 12:16

Galeria: Szkocja 2006 (3) - Kintyre, Oban, Skye.

Kraina whisky - fotografie Rajmunda Matuszkiewicza.


Powrót do spisu galerii

   Tak wygląda główna ulica w Campbeltown. Nietrudno przeoczyć ten wysoko zawieszony szyld oznaczający wjazd do Springbank. Trudno, czy nietrudno, ja przejechałem obok i nie zauważyłem. Dopiero za drugim razem, po zasięgnięciu języka, udało mi się trafić pod właściwy adres.

M XL XXL
    Fotograficy National Geographic nie powstydziliby się podchodów, jakie urządziłem tej foce szarej wylegującej się na skale przy brzegu na Kintyre. Sprawne oko wypatrzyło ją mimo, że oczyma duszy już widziałem destylarnię Springbank, do której właśnie chyżo zmierzaliśmy.

M XL XXL
 
   Campbeltown znajduje się na samym końcu półwyspu Kintyre. Dalej już tylko kawałek morza i... Irlandia. Ten górzysty ląd w tle wieży bodaj ratusza w Campbeltown, to właśnie zielona wyspa.

M XL XXL
    Wąska uliczka prowadzi prosto na dziedziniec destylarni. Na ścianie widać nazwy czterech produkowanych tu whisky – Springbank, Longrow, Hazelburn oraz Campbeltown Loch.

M XL XXL
 
   Już jesteśmy na dziedzińcu Springbank. Za chwilę weźmiemy udział w najciekawszym bodaj zwiedzaniu destylarni podczas tego objazdu Szkocji. Póki co, jesteśmy szczęśliwi, że w ogóle tutaj trafiliśmy. Zagadnięty po drodze miejscowy mówił z tak koszmarnym akcentem, że jedynie „round the corner” zrozumiałem.

M XL XXL
    Wnętrze jednego z magazynów w Springbank. To zdjęcie zrobione zostało jeszcze przed rozpoczęciem zwiedzania. Tam po prostu magazyn jest otwarty i na dobrą sprawę można sobie wejść do środka bez większych ceregieli. Nie sprawdzałem jak jest z ewentualną próbą wytoczenia beczki.

M XL XXL
 
   Tutaj, obok beczek Springbank, leżakują beczki whisky z innych destylarni. magazyn ten wykorzystywany jest przez niezależnego dystrybutora, Cadenhead, związanego bardzo mocno z destylarnią Springbank. Jak widać, mamy tutaj i beczkę Macallan, i Balblair...

M XL XXL
    To tutaj powstaje wspaniała Springbank. Zwiedzając to miejsce trudno oprzeć się zdziwieniu, że etykiety Springbank drukowane są w profesjonalnej drukarni. Cała Springbank to jeden wielki zryw pełnych entuzjazmu ludzi, którzy najchętniej opisywaliby whisky ręcznie, na karteczkach wyrwanych z zeszytu. Zdumiewające, jak cudowną whisky można stworzyć w ten sposób. Na zdjęciu, brama z pomarańczowym otokiem prowadzi wprost do hali alembików.

M XL XXL
 
   Niewiele już takich podłóg do słodowania jęczmienia zostało w Szkocji. Jeszcze tylko Bowmore, Laphroaig, Highland Park i Balvenie. I już. Tymczasem w Springbank można nawet własnoręcznie chwycić za rodzaj grabi i przyczynić się do zapobiegania splątaniu kiełków jęczmienia. Mówiąc wprost – można złapać za grabie i przerzucić ten słód. Co też ochoczo uczyniłem chwil parę po wykonaniu tego zdjęcia.

M XL XXL
    A tak wygląda kiełkujący jęczmień, który po wysuszeniu i zmieleniu zostanie wykorzystany do produkcji whisky.

M XL XXL
 
   Po demonstracji jak przerzucać jęczmień, nasz przewodnik przekazuje grabie pierwszemu śmiałkowi.

M XL XXL
    A teraz to już Wasz człowiek biega po słodowanym jęczmieniu. Co za radocha... Ciekawe, że należności za wykonanie za nich roboty wcale nie odliczyli mi od ceny biletu wstępu do destylarni.

M XL XXL
 
   A popatrzcie jak równiutko ciągnąłem! Do tego momentu już byłem troszkę zmęczony. Jednak w Springbank nikt nikogo nie popędza, można się bawić niemal do woli. Jeden z wielu fragmentów, gdzie Springbank bije na głowę zwiedzanie jakiejkolwiek innej destylarni.

M XL XXL
    Grabki prują jęczmień aż miło. Dzięki temu kiełkujące ziarna nie zbijają się i nie puchną z gorąca, co zrujnowałoby starania gorzelników.

M XL XXL
 
   Kiełkujący jęczmień z bliska. I smakuje ciekawie. W smaku wyraźnie czuć, że w tych ziarnach większość skrobi zdążyło już zamienić się w cukry.

M XL XXL
    Grabeczki do czesania słodu w całej okazałości. Ta część, która na zdjęciu jest na górze, tak naprawdę podczas pracy pruje po podłodze.

M XL XXL
 
   A tutaj mamy skład opału w Springbank. Ale to nie węgiel lecz wysuszony torf, który wykorzystywany jest tutaj do suszenia słodu jęczmiennego.

M XL XXL
    Nasz przewodnik pokazuje nam kęs suszonego torfu i opowiada o tym, jak ten torf wpływa na smak ostatecznego wyrobu. Jak powszechnie wiadomo, produkowana tutaj Springbank jest średnio zatorfowiona, Longrow ma większą zawartość torfu, z kolei słód na Hazelburn jest suszony zupełnie bez użycia torfu.

M XL XXL
 
   Rzut oka na piec znajdujący się pod suszarnią słodu. W tej chwili ogień jest wygaszony, bo czekamy na zakończenie słodowania jęczmienia – na tej podłodze, którą było widać na poprzednich zdjęciach. Takiego pieca nie zobaczymy w większości pozostałych destylarni w Szkocji.

M XL XXL
    Alembiki w Springbank. Nasz przewodnik – bardzo fachowy, znający się doskonale na rzeczy – opowiada nam o systemie dwuipółkrotnej destylacji whisky.

M XL XXL
 
   Jeszcze raz alembiki w Springbank. Z innej perspektywy.

M XL XXL
    Ponownie jesteśmy w magazynie. Tym razem oficjalnie, z przewodnikiem i resztą grupy zwiedzających. W takich destylarniach jak Springbank i gatunek zwiedzających jest zupełnie inny niż we wszystkich Taliskerach, Dalwhinnie’ach i im podobnych, gdzie aż roi się od turystów, którym różnicy nie robi czy im nalać do degustacji Chivas, czy Strathisla.

M XL XXL
 
   Na każdym z magazynów widnieje charakterystyczne logo Springbank

M XL XXL
    Wnętrze jeszcze jednego z magazynów Springbank. Tutaj wszedłem zupełnie nieproszony, wykonałem szybkie, szpiegowskie zdjęcie i oddaliłem się w sobie tylko znanym kierunku...

M XL XXL
 
   Ostatni rzut oka na alembiki w Springbank.

M XL XXL
    Ze Springbank pojechaliśmy w górę Kintyre, tym razem wybierając podrzędną drogę (i klnąc siarczyście na jej nieprzejezdność) wiodącą wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża, z widokiem na wyspę Arran. To w tle to właśnie górzysta Arran.

M XL XXL
 
   Po drodze na północ, wzdłuż zachodniego wybrzeża, trafiliśmy na miejscowość Kilmartin, gdzie w miejscowym kościele i cmentarzu znaleźć można sporo zabytkowych rzeźbionych kamieni nagrobnych. A w ogóle, to miłe miejsce na odpoczynek w podróży.

M XL XXL
    Kawałek za Kilmartin znajduje się zamek Carnassarie – śliczne i dobrze zachowane ruiny średniowiecznego zamczyska.

M XL XXL
 
   Zamek Carnassarie widziany z innej perspektywy. Jakoś zawsze nie mogę wyjść z podziwu, że w Szkocji można tak niesamowicie dobrze utrzymać ruiny zamku, nawet jeśli stoją w szczerym polu, z dala od jakiejkolwiek miejscowości. I trawa przystrzyżona, i barierki porobione, i poszczególne pomieszczenia opisane. I ani śladu wandali.

M XL XXL
    Charakterystyczne paprotki porastające stare, średniowieczne mury zamczyska Carnassarie.

M XL XXL
 
   Na nocleg tego dnia wybraliśmy sobie brzegi jeziora Loch Awe. Nad brzegiem Loch Awe wypatrywaliśmy wszystkich ruin zamków zaznaczonych na mapie. Niestety, nie udało się nam wypatrzyć Ardchonnell Castle, ale Finchairn (na zdjęciu), mimo iż to tylko niepozorne ruiny, znaleźliśmy bez trudu. Kawałek dalej znaleźliśmy wymarzone miejsce na obozowisko.

M XL XXL
    Tak wyglądało nasze pole namiotowe na parę chwil przed rozbiciem namiotu. Kawałek w prawo – brzeg Loch Awe.

M XL XXL
 
   A o zachodzie słońca, nie ma to jak kąpiel w lodowatej wodzie Loch Awe. Cóż, zimno nie zimno, jezioro było naszą jedyną łazienką tego dnia, więc nie było marudzenia, że boli...

M XL XXL
    Na południowo-wschodnim krańcu Loch Awe znajdują się ruiny kolejnego średniowiecznego zamczyska – Kilchurn Castle z XIV wieku. Do tego zamku dostać się można tylko łódką, choć na tym zdjęciu to takie oczywiste nie jest.

M XL XXL
 
   Kilchurn Castle raz jeszcze. Tym razem już łatwiej uwierzyć, że znajduje się on na wcinającym się w jezioro półwyspie.

M XL XXL
    Kilchurn Castle z innej strony. Ale już się od niego oddalamy. Pędzimy na północ, do Oban.

M XL XXL
 
   Destylarnia Oban, w nadmorskim, portowym miasteczku o tej samej nazwie. Destylarnia, założona w 1794r., znajduje się w samym centrum miasteczka, ciasno wciśnięta miedzy inne budynki.

M XL XXL
    Górująca nad destylarnią charakterystyczna McCaig’s Tower została zbudowana w latach 1895-1902 przez miejscowego potentata Johna Stuarta McCaig’a, między innymi po to, żeby zapewnić miejscowym kamieniarzom pracę w zimie.

M XL XXL
 
   Pogoda nam się nieco popsuła na pobyt w Oban, a na dodatek zaczął się odpływ. A żadna zatoka nie wygląda atrakcyjnie podczas odpływu. A z pozytywów, w pubie zaraz na prawo od kadru, leją przepyszne Belvahen z beczki.

M XL XXL
    W głębi, po prawej stronie, widać port promowy, z którego można m.in. wyruszyć na Islay. Na pierwszym planie jednak urzekła mnie nazwa jednego z jachtów.

M XL XXL
 
   Jeszcze raz rzut oka na zatokę w Oban. Tym razem z nabrzeża, do którego przybijają promy z Mull, Lismore, czy Islay.

M XL XXL
    Od mojej pierwszej wizyty w Oban, miejscowość ta bardziej kojarzy mi się z owocami morza niż z whisky. W sklepikach tuż przy nabrzeżu można do woli kosztować krabów, krewetek, małży, ostryg, langustynek czy homarów. Na zdjęciu ugotowane szczypce kraba, które uczynna sprzedawczyni na życzenie połamie, byśmy bez trudu wydobyli z nich pyszne mięso.

M XL XXL
 
   Jeśli komuś nie odpowiadają same szczypce, może się skusić na całe kraby. Gotowe do spożycia.

M XL XXL
    Lokalne krewetki nieco różnią się wyglądem od tych najbardziej znanych. Jednak smakują co najmniej równie wyśmienicie. A już z niczym nie da się porównać ich smaku na nabrzeżu portowym. Trzeba tylko uważać, żeby wszędobylskie mewy nam za dużo nie wyjadły.

M XL XXL
 
   Wytęż wzrok, i znajdź destylarnię... Z tej perspektywy wyraźnie widać jak bardzo miejscowa destylarnia wtopiona jest w ciąg budynków. Jedynie wysoki komin wskazuje gdzie wytwarzana jest pyszna Oban 14yo.

M XL XXL
    Zamek Stalker – pochodzący z XIV wieku zamek znajduje się na wysepce, która łączy się z lądem jedynie podczas odpływu. Zamek znajduje się w rękach prywatnych i służy właścicielowi za mieszkanie. Można jednak – w sprzyjających okolicznościach – umówić się na zwiedzanie. Zamek pojawił się w ostatnich scenach filmu Monty Python i Święty Gral.

M XL XXL
 
   Malowniczo wyglądająca piramida z beczek (pustych!) na terenie destylarni Ben Nevis, u stóp góry o tej samej nazwie, w miejscowości Fort William. Są to duże, ok. 500-litrowe beczki po sherry (butts). Dla porównania, obok stoi kilka beczek po bourbonie, zdecydowanie mniejszych.

M XL XXL
    Widok ogólny na budynki destylarni Ben Nevis w Fort William. Dostrzec nawet można grupkę zwiedzających, co niechybnie świadczy o tym, że Ben Nevis da się zwiedzać.

M XL XXL
 
   Jeszcze raz rzut oka na destylarnię Ben Nevis. W tle – masyw górski, w którym znajduje się najwyższa góra Wielkiej Brytanii, Ben Nevis (Beinn Nibheis – 1344 mnpm).

M XL XXL
    Teraz widać wyraźnie, że tego dnia nie miałaby większego sensu próba zdobycia szczytu Ben Nevis, który znajduje się gdzieś tam w chmurach. Dlategoteż natychmiast po wizycie w destylarni, wyruszyliśmy w dalszą drogę na północ. Gdybyśmy wiedzieli, że już na drugi dzień pogoda będzie wymarzona na zdobywanie najwyższych nawet gór…

M XL XXL
 
   Tutaj widać wyraźnie, że Ben Nevis znajduje się w rękach japońskich. Destylarnia, nie góra.

M XL XXL
    Pamiętam jak niegdyś w tym miejscu pasły się słynne szkockie kudłate krowy, jako dodatkowa atrakcja dla zwiedzających. W tej chwili dość smutno (a może romantycznie?) poniewierają się tu puste beczki…

M XL XXL
 
   Masyw Ben Nevis (1344 mnpm) widziany z drogi A830, wiodącej dalej na północ Szkocji. Kiedyś zdarzyło mi się zdobyć ten szczyt, ale na górze już było zdecydowanie mniej malowniczo. Mgła ograniczała widoczność do kilku metrów. Nie wiem kiedy znowu skuszę się na taką wspinaczkę.

M XL XXL
    Pierwsze jaskółki dobrej pogody muskają zbocza masywu. Po prawej stronie widać budynki elektrowni szczytowo-pompowej, wspomagającej miasteczko Fort William.

M XL XXL
 
   Neptune’s Staircase to system ośmiu śluz na Kanale Kaledońskim. Dzięki nim możliwa jest żegluga od Morza Północnego, przez Loch Ness, Loch Lochy, do zatoki Loch Linnhe i wreszcie Morza Irlandzkiego i Atlantyku.

M XL XXL
    Widok na jezioro Loch Shiel w miejscowości Glenfinnan i na wznoszącą się ponad zatoką górę Beinn Odhar Bheag po prostu mnie urzekł. No dobrze, samej góra troszkę się schowała za chmury, ale widok i tak potrafi powalić.

M XL XXL
 
   Wiadukt w Glenfinnan, po którym biegną tory kolejowe z Fort William do Mallaig. Wiadukt ten zobaczyć można było w jednej ze scen filmu o Harrym Potterze. Dolina Glenfinnan otoczona jest przez góry Sgurr An Utha, Sgurr An Coireachan oraz Sgurr Thuilm. No i ciągle nie wiadomo czy następny dzień (planowany do spędzenia na Skye) przyniesie piękną pogodę, czy pójdzie w stronę szkockiego paskudztwa.

M XL XXL
    Pomnik Jakobitów na tle Loch Shiel. Na szczycie pomnika, będącego wieżą, na którą można wejść, znajduje się pomnik Bonnie Prince Charlie (Karol Edward Stuart, zwany również Młodszym Pretendentem). Prywatnie prawnuka Jana III Sobieskiego.

M XL XXL
 
   Czas wyruszyć z Glenfinnan w dalszą drogę w stronę Mallaig, skąd mieliśmy zamiar promem przedostać się na wyspę Skye. Po drodze jednak już wyglądaliśmy miejsca na biwak. Najchętniej pola namiotowego, bo był już czas najwyższy na jakiś prysznic. No i po drodze widzieliśmy takie właśnie widoki, jak ten na zdjęciu.

M XL XXL
    Jak okiem sięgnąć, ani kawałka terenu na tyle płaskiego, żeby można było na nim rozbić namiot. Choć okoliczności przyrody... niepowtarzalne w chylącym się ku zachodowi słońcu.

M XL XXL
 
   Po nocy spędzonej ostatecznie w jakimś pensjonacie, po butelce piwa Sheepshaggers (!) wieczorem i po pysznym śniadanku (jajka na boczku), wczesnym rankiem trafiliśmy wreszcie do portu w Mallaig, z którego wybieraliśmy się na bodaj najpiękniejszą szkocką wyspę – Skye. Tymczasem, ciągle jesteśmy w porcie.

M XL XXL
    Port w Mallaig okazał się bardzo wdzięcznym tematem do fotografowania, a czas oczekiwania na prom zdawał się dłużyć. Ważne, że na niebie było coraz mniej chmur, co zapowiadało cudowną pogodę na Skye.

M XL XXL
 
   Na budynku terminalu portowego widnieją napisy w dwóch językach – angielskim i szkockim gaelickim. Jak na większości znaków drogowych i wszelkich innych podawanych publicznie informacjach, wskazówkach, itp.

M XL XXL
    Piękne poranne słońce wygląda bardzo obiecująco. To zdjęcie zrobione zostało już z pokładu promu, który zabrał nas do Armadale na wyspie Skye.

M XL XXL
 
   I jeszcze ostatni rzut oka na żaglówki i kutry rybackie przycumowane w porcie w Mallaig. Skye, here we come!

M XL XXL
    I już jesteśmy na Skye. Znajdujemy się teraz w dolinie rzeki Sligachan, podziwiamy góry Cuillin Hills.

M XL XXL
 
   Potok Sligachan raz jeszcze, Cuillin Hills w dalszym ciągu w tle.

M XL XXL
    Spływający po wzgórzach potok tworzy malowniczy wodospad na jednym ze stoków góry Storr. Poniżej znaleźliśmy sobie miejsce na południowy popas. Z widokiem na skałę Old Man of Storr – na jednym z kolejnych zdjęć.

M XL XXL
 
   Omszałe skały i kaskady wody – nie wiem jak wam, ale mnie się ten widok bardzo spodobał. No i cudowna, zupełnie nie-szkocka pogoda.

M XL XXL
    Ten sam potok nieco wyżej, ponad wodospadem. W tle wzgórza Trotternish.

M XL XXL
 
   I jeszcze raz ten sam wodospad, tym razem widok w przeciwnym kierunku. Wodospad znajduje się tam, gdzie nagle kończy się potok. A w tle – jezioro Loch Leathan, do którego ostatecznie wpada nasz malowniczy potoczek.

M XL XXL
    Loch Leathan w całej okazałości. W tle słynna skała Old Man of Storr. Przy biegnącej wzdłuż jeziora drodze, nieco ponad wysepką, biały punkt to kolejny samochód, który zatrzymał się w miejscu, gdzie chwil parę temu popasaliśmy nad potokiem z wodospadem z poprzednich zdjęć.

M XL XXL
 
   Zbliżenie na Loch Leathan i Old Man of Storr. Za chwilę ruszamy w stronę miejscowości Portree i dalej do destylarni Talisker. Nie można być na Skye i nie odwiedzić Talisker.

M XL XXL
    Dotarliśmy do Talisker. Jak widać, nie jest to urocze i malownicze miejsce, jak choćby Ardbeg, czy Lagavulin. Spóźniliśmy się jednak na ostatnią turę zwiedzania, co jakoś bardzo mnie nie zmartwiło. Talisker już kiedyś zwiedzałem (bez zachwytów), a fotografować w środku nie wolno, więc po co wydawać 4,50 GBP?

M XL XXL
 
   Na tym zdjęciu widać wyraźnie, że Talisker jest destylarnią dla turystów. I to niezbyt obytych w destylarnianym świecie, skoro wszystko trzeba im tak wielkimi literami opisać. Wrota z lewej prowadzą do hali alembików, wrota z prawej – do pomieszczenia z kadziami zaciernymi.

M XL XXL
    Widok ogólny na Talisker. Za plecami fotografującego rozciąga się zatoka Loch Harport.

M XL XXL
 
   Jak widać, w Loch Harport był akurat odpływ. Widok na Talisker, włącznie z magazynami.

M XL XXL
    Loch Harport, tuż obok destylarni Talisker. W tle góry Cuillins.

M XL XXL
 
   Tego samego dnia opuściliśmy wyspę Skye –tym razem przez most w miejscowości Kyle of Lochalsh – i udaliśmy się na północ. Zanim jednak na północ, zatrzymaliśmy się przy bodaj najbardziej malowniczym zamczysku w Szkocji – Eilean Donan nad brzegami Loch Duich.

M XL XXL
    Podczas odpływu brzegi Loch Duich nie wyglądają zbyt malowniczo, ale nic nie jest w stanie odebrać uroku Eilan Donan Castle. Zamek ten znany jest, między innymi ze swojego „występu” w filmie „Nieśmiertelny”.

M XL XXL
 
   Pochodzący z 1220r. zamek zbudowany został na wysepce Eilean Donan (Wyspa Donan), od której bierze nazwę, w pobliżu miejscowości Dornie. Zamek łączy z lądem kamienny most, chociaż podczas odpływu można się do niego dostać niemal suchą stopą nawet bez mostu.

M XL XXL
    Kosze do połowu krabów na brzegu Loch Duich. W tle zamek Eilean Donan i górujący nad nim szczyt Beinn A’Chuirn.

M XL XXL
 
   Zamek Eilean Donan „występował” nie tylko w „Nieśmiertelnym”. Kręcono tu również sceny do filmu „Loch Ness”, oraz do jednego z odcinków Bonda – „Świat to za mało”.

M XL XXL
    Eilean Donan jest udostępniony do zwiedzania. Można również wynająć go na wesele. Podczas mojego pierwszego pobytu w Eilean Donan trafiłem akurat na taką ceremonię, która odbywała się na dziedzińcu zamku, a gości witał we wrotach dudziarz wygrywający tradycyjne szkockie melodie.

M XL XXL
 
   Podczas przedzierania się przez chaszcze w poszukiwaniu punktu widokowego na Eilean Donan, natknąłem się na drzewo pokryte porostami – dowód na wilgotność tutejszego klimatu.

M XL XXL
    Z tego miejsca widać wyraźniej dlaczego Eilean Donan uważany jest za taką piękną budowlę.

M XL XXL
 
   Po przedarciu się przez gęste, najeżone kolcami krzaczory – z narażeniem zdrowia i życia – znalazłem wreszcie odpowiedni punkt widokowy na zamek, zatokę Loch Duich, a w tle również na wyspę Skye i góry Cuillin Hills.

M XL XXL
    I co, nie jest malowniczy? A z ciekawostek – na wyspie (czyli na zamku) doliczono się... 1 mieszkańca. Bo zamek jest w gruncie rzeczy domem mieszkalnym, siedzibą klanu MacRae.

M XL XXL
 
   Po emocjach związanych z wizytą na Skye i Eilean Donan, przyszedł czas na znalezienie sobie miejsca na nocleg. Nie było to łatwe w górzystym i skalistym terenie, ale wreszcie udało się nam znaleźć w miarę płaskie miejsce w dolinie Glen Torridon. Ta wąska droga z mijankami to jedna z głównych dróg prowadzących na północ Szkocji. Za znakiem oznaczającym mijankę dostrzec można dach naszego samochodu. Tam też rozbiliśmy nasz namiot na jedną z najtrudniejszych nocy tej wyprawy. Mnożące się na potęgę w pobliskich mokradłach, szkockie meszki (midges) cięły niemiłosiernie, nie było mowy o wyjściu z namiotu nawet w celu opróżnienia pęcherza. A więc i o jego napełnianiu piwem nie było mowy. Tak więc, spędziliśmy ten wieczór oglądając zdjęcia w dusznym namiocie i spoglądając od czasu do czasu tęsknie na butelki z piwem...

M XL XXL
    Nasze obozowisko o poranku. Ta góra w tle to Sgurr Dubh. Meszki tną w dalszym ciągu, więc szybciutko pakujemy samochód i uciekamy z tego pięknego, ale niezbyt przyjaznego miejsca.

M XL XXL
 
   Jeszcze jedno ujęcie opuszczonego namiotu, tym razem z drugiej strony, na tle góry Liathach. Co ciekawe, mimo iż w zasięgu wzroku nie ma ani jednego drzewa, okolica po tej stronie doliny nazywa się Torridon Forest.

M XL XXL
    Namiocik trzeba było obfotografować ze wszystkich stron w tak pięknym miejscu. Tym razem na tle Beinn Eighe. I już-zaraz nas tu nie ma.

M XL XXL
 
   Wysoki brzeg jeziora Dubh Loch doskonale się spisał jako miejsce na śniadanie. Wrzosy, góry – po prostu ślicznie. No i wiał wcale nielekki wiaterek. A jak wieje wiatr, to nie gryzą midges.

M XL XXL
    Brzegi Dubh Loch porastały pięknie kwitnące wrzosy.

M XL XXL
 
   Dubh Loch w całej okazałości. Po drugiej stronie – opuszczone domostwo, jakich dość dużo na północy Szkocji. W tle, po lewej stronie, góra Baosbheinn we Flowerdale Forest. Znowu bezdrzewny las…

M XL XXL
    Zbliżenie na kwitnące wrzosy. Lipcowe kwitnienie nie jest tak obfite, jak we wrześniu, ale za to barwa kwiatów jest zdecydowanie bardziej intensywna.

M XL XXL
 
 
R E K L A M A