UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia. 23.08.2017 Czwartek 09:55

Galeria: Szkocja 2006 (5) - Z Pulteney do Dallas Dhu.

Kraina whisky - fotografie Rajmunda Matuszkiewicza.


Powrót do spisu galerii

   W Wick trafiliśmy na zamkniętą destylarnię Pulteney. Destylarnia miała akurat przerwę wakacyjno-remontową, a panienka odpowiedzialna za Visitor Centre miała w nosie pojęcie punktualności. Odczekaliśmy więc swoje po to tylko, żeby się dowiedzieć, że nic nie zobaczymy. Poza dętą wystawką w VC. No i nie ma mowy o wejściu do pomieszczeń produkcyjnych żeby pstryknąć zdjęcie tego słynnego ściętego alembika. Nie i już.

M XL XXL
    Tutaj można sobie napełnić własną butelkę whisky prosto z beczki. Podobnie, jak w wielu innych destylarniach.

M XL XXL
 
   Puste butelki czekają, tylko napełniać. Nie pamiętam ceny, ale tanie to nie było na pewno.

M XL XXL
    Zabytkowe gliniane naczynia na whisky. Są zamykane korkiem, więc musi dobrą whisky do nich wlewali ;-)

M XL XXL
 
   Wejście do destylarni. Pulteney, podobnie jak Oban, wciśnięta jest między inne zabudowania, choć nie tak malowniczo położone nad zatoką.

M XL XXL
    Schody prowadzące w dół klifu w miejscu zwanym Whaligoe. Jest to głęboko wcinająca się w ląd zatoka, w której niegdyś funkcjonował mini-port rybacki.

M XL XXL
 
   Łąka nad klifami, z kłaczkami wełny owczej na sztywnych źdźbłach trawy.

M XL XXL
    Zamek Keiss nad zatoką Sinclair’s Bay na wschodnim wybrzeżu. A wokół – biznes jak co dzień. Tym razem żniwa.

M XL XXL
 
   Szczęśliwy człowiek w pięknym miejscu, z cudownym piwem. Pole namiotowe w Wick, nasz namiocik, nasz samochód i Theakston Old Peculier. Że o przygotowywanym żarełku nawet nie wspomnę.

M XL XXL
    Na skałach w Whaligoe kormoran czubaty karmi młode. Niesamowity widok, gdyż młody kormoran wsadza głowę do dzioba rodzica i wyjada na wpół strawiony pokarm prosto z żołądka.

M XL XXL
 
   Dwa zielonookie kormorany czubate na skale w Whaligoe.

M XL XXL
    Whaligoe nie jest już wykorzystywane jako port rybacki, ale ryby się poławia na pobliskich wodach w dalszym ciągu. Ta skała po lewej stronie to klif Whaligoe.

M XL XXL
 
   A to Whaligoe w całej okazałości. A przynajmniej tyle, ile zdołał objąć obiektyw mojego aparatu z miejsca, na które się wdrapałem. U dołu widać płaską, pokrytą trawą platformę, która służyła za nabrzeże portowe. Tutaj również wciągano na brzeg łodzie rybackie gdy wymagały remontu, tutaj naprawiano sieci, tutaj wstępnie obrabiano złowione ryby. na schodach widać dwie postacie. Jedna z nich to wnuk ostatniego rybaka korzystającego z Whaligoe. Teraz społecznie opiekuje się pochodzącymi z XVII wieku schodami i chętnie opowiada turystom historię tego miejsca.

M XL XXL
    Tradycyjna chata szkockich crofterów, rolników dzierżawiących uprawianą ziemię. Kryta strzechą chata w Lindhay widoczna na zdjęciu jest siedzibą muzeum poświęconego tradycyjnemu szkockiemu rolnictwu.

M XL XXL
 
   Stara destylarnia Brora w miejscowości o tej samej nazwie. Tuż obok znajduje się nowoczesna Clynelish, a magazyny Brory wykorzystywane są do leżakowania whisky wytwarzanej w Clynelish.

M XL XXL
    Jeszcze raz widok na Brorę, nieczynną od lat destylarnię wyśmienitej whisky.

M XL XXL
 
   Clynelish w całej okazałości. Budynki Brory znajdują się na prawo od kadru, na prawo od tych krzaków. Niestety, Clynelish była w trakcie przerwy remontowej, więc niewiele więcej samej destylarni byliśmy w stanie zobaczyć.

M XL XXL
    Clynelish raz jeszcze. Za tymi ogromnymi oknami znajdują się alembiki, w których powstaje znana nam Clynelish 14yo. Tylko w momencie powstawania jest ona te 14 lat młodsza ;-)

M XL XXL
 
   W recepcji Clynelish, gdzie podjęci zostaliśmy kieliszeczkiem standardowej 14yo, na ścianie znaleźliśmy japońską wersję „wody życia”. W postaci wykaligrafowanego napisu.

M XL XXL
    Osoba opiekująca się turystami w Clynelish bardzo się nudziła tego dnia. Skoro nie mogła nas wpuścić do pomieszczeń nowej destylarni, zabrała nas do hali alembików w starej Brorze. Alembiki te nie są używane już od lat, i właściwie wszystko wokół chyli się ku totalnej ruinie, ale to w tych miedzianych kubach powstawała znana nam bezkompromisowa whisky.

M XL XXL
 
   Osoba opiekująca się turystami w Clynelish bardzo się nudziła tego dnia. Skoro nie mogła nas wpuścić do pomieszczeń nowej destylarni, zabrała nas do hali alembików w starej Brorze. Alembiki te nie są używane już od lat, i właściwie wszystko wokół chyli się ku totalnej ruinie, ale to w tych miedzianych kubach powstawała znana nam bezkompromisowa whisky.

M XL XXL
    Ten po lewej to wash still, ten po prawej – spirit still. Czyli destylacja szła od lewej do prawej w tym pomieszczeniu. No i kolejny warty odnotowania fakt – Brora była niewielką destylarnią. Tylko dwa niewielkie alembiki.

M XL XXL
 
   Obydwa alembiki Brory raz jeszcze. Normalnie na wysokości tej konstrukcji stalowej, nieco nad głową fotografującego, byłaby podłoga. Niestety, przesympatyczna przewodniczka tak bardzo się przejęła o moje bezpieczeństwo, że nie stanowczo odmówiła mi zgody na wspięcie się na górę. Stąd wszystkie zdjęcia robione są ze zdecydowanie żabiej perspektywy.

M XL XXL
    Nad alembikami Brory już tylko dach jest w miarę cały. Nawet deski stropowe gdzieś tam się rozeszły...

M XL XXL
 
   Przyprószone czarnym grzybem żywiącym się oparami alkoholu magazyny Brory, wykorzystywane teraz przez Clynelish. W tych niskich budyneczkach cierpliwie czeka na spotkanie z nami Clynelish 14yo. I wszystkie jej siostrzyczki. Jestem pewien, że jeszcze niejedna zjawiskowa Brora trafi stąd do butelek.

M XL XXL
    Nieco na południe od Brory, trafiliśmy na kolejną sympatyczną destylarnię. Te przysadziste budynki to Glenmorangie w Tain.

M XL XXL
 
   Dość nietypowa pagoda nad budynkiem byłej suszarni słodu w Glenmorangie. Podobnie jak większość szkockich destylarni, Glenmorangie nie słoduje jęczmienia, tylko zaopatruje się weń w wyspecjalizowanych słodowniach. Najprawdopodobniej w tej w Muir of Ord, tuż obok destylarni Glen Ord.

M XL XXL
    Założona w roku 1843 destylarnia Glenmorangie szczyci się zarówno najwyższymi alembikami w Szkocji, jak i unikalnym źródłem wody czerpanej ze studni głębinowych – twardej, sprzyjającej powstawaniu lekkiej, kwiatowej whisky.

M XL XXL
 
   Podczas zwiedzania Glenmorangie dostaje się całą listę różnych whisky, z których wybiera się jedna dla siebie do degustacji. Jest to wliczone w cenę biletu. Chyba, że ktoś zażyczy sobie czegoś super-ekstra, wtedy musi dopłacić. Myśmy się nie spieszyli do zwiedzania, a mimo to dostaliśmy listę lokalnych produktów, z której wybraliśmy sobie to i owo.

M XL XXL
    Słynne wysokie alembiki w Glenmorangie. Póki co, z perspektywy brorowej, bo nie wiadomo było czy nam w ogóle pozwolą je fotografować.

M XL XXL
 
   Zanim jednak poszliśmy do hali alembików (która tak naprawdę nas interesowała), zaproszeni zostaliśmy do przyjemnego saloniku, gdzie podegustowaliśmy co nieco czekając na osobistą przewodniczkę. Na zdjęciu podstawowy skład drużyny Glenmorangie. Chciałoby się powiedzieć „mucha nie siada”, ale jednak siada, jak widać.

M XL XXL
    Moce produkcyjne Glenmorangie były wykorzystywane w pełni podczas naszej tam bytności. Tutaj trafiliśmy na moment czyszczenia alembika po to, by go znowu napełnić kolejną porcją brzeczki.

M XL XXL
 
   Alembik umyty i gotowy do działania.

M XL XXL
    Teoria mówi, że w tak wysokiej szyjce, tylko najlżejsze, najbardziej szlachetne elementy docierają do samej góry, gdzie skraplają się i są odprowadzane na zewnątrz alembika. Elementy cięższe, bardziej oleiste, opadają do części zasadniczej. Ma to dać w rezultacie wyjątkowo lekką, delikatną whisky.

M XL XXL
 
   Hala alembików w Glenmorangie w całej okazałości. Jakoś nikt tutaj nie miał do mnie pretensji o wyciągnięty (i używany intensywnie!) aparat fotograficzny. Tym bardziej śmieszy podejście różnych tam Macallanów, gdzie nawet aparatu z torby wyciągnąć nie można.

M XL XXL
    Jeszcze jeden rzut oka na alembiki w Glenmorangie.

M XL XXL
 
   I jeszcze raz widok na halę alembików w Glenmorangie. W głębi widać szafę spirit safe, którą dokładniej nieco obfotografowałem w Ardbeg, Bruichladdich i Kilchoman.

M XL XXL
    Równo, jak żołnierze na musztrze. Alembiki w Glenmorangie.

M XL XXL
 
   W tych kolumnach po prawej stronie znajdują się wężownice, gdzie skraplany destylat chłodzony jest wodą i odprowadzany do odpowiednich zbiorników. W Edradour, Dalwhinnie czy Mortlach, wężownice te znajdują się poza budynkiem, w ogromnych drewnianych kadziach.

M XL XXL
    Tabliczka informacyjna na ścianie przy wejściu do hali alembików w Glenmorangie.

M XL XXL
 
   Na dziedzińcu Glenmorangie jest dość ciasno. Budynek na pierwszym planie, z szerokimi, rozsuwanymi drzwiami, to hala alembików. Recepcja i salon do degustacji whisky widoczne tylko w postaci cieni na asfalcie.

M XL XXL
    Zbliżenie na charakterystyczną pagodę Glenmorangie.

M XL XXL
 
   A to już widok na Glenmorangie z parkingu dla gości. Pyszne czereśnie tam mają. Na drzewach okalających parking. I jak cudownie dojrzałe były gdy myśmy tam dotarli...

M XL XXL
    Z Glenmorangie pojechaliśmy prosto do Dalmore w Alness. Doskwierające tego lata Szkotom upały wymusiły polewanie wodą pustych beczek oczekujących na napełnienie. Inaczej rozeschłyby się i straciły szczelność.

M XL XXL
 
   Widok ogólny na destylarnię Dalmore, usytuowaną nad samym brzegiem zatoki Cromarty Firth. Na prawo od kadru.

M XL XXL
    W Dalmore nikt nie przejął się parą gości. Grzecznie, ale stanowczo poproszono nas o przybycie w godzinach zwiedzania na drugi dzień. W związku z tym, że na drugi dzień mieliśmy w planach być już daleko od Alness, myśmy stanowczo zdecydowali, że nie zwiedzimy tej destylarni. Musiałem się opierać mojej wrodzonej złośliwości i nie robić zdjęcia destylarni z widokiem na platformy wiertnicze na zatoce Cromarty Firth w celu zastosowania brudnego Pi-aRu. Ale nich mi choć raz jeszcze podpadną...

M XL XXL
 
   Impresja beczkowa w Dalmore.

M XL XXL
    Nieco na południe od Alness znajduje się bodaj najsłynniejsze jezioro świata – Loch Ness. Oprócz różnych szaleństw typu muzeum słynnego potwora, na brzegach Loch Ness znajdziemy malownicze ruiny zamku Urquchart.

M XL XXL
 
   Jedna z osobliwości flory szkockiej. Oto na posiadłości otaczającej zamek Kilravock, kawałek na wschód od Inverness, natknęliśmy się na takie oto drzewo. Zdaje się, że jakaś odmiana buka, ale co za gałęzie... A swoją drogą, piętnastowieczny Kilravock Castle funkcjonuje jako bed & breakfast, więc można tam sobie zamieszkać podczas pobytu w Szkocji. Już od 25 GBP od osoby za noc.

M XL XXL
    Cawdor Castle – czternastowieczne zamczysko kojarzone z szekspirowskim Makbetem. Znajduje się parę mil na południe od Nairn, w pobliżu zatoki Moray Firth. Zamek jest udostępniony do zwiedzania, a na szczególną uwagę zasługują bajkowe wręcz ogrody zamkowe.

M XL XXL
 
   Brama główna i zwodzony most prowadzące na dziedziniec Cawdor Castle.

M XL XXL
    Fasada Cawdor widziana od strony słynnych ogrodów.

M XL XXL
 
   I jeszcze raz Cawdor Castle. Gdyby jednak ktoś próbował sobie wyobrazić Lady Makbet i jej męża wśród tych murów, muszę rozczarować. Makbet urodził się ok. 1005r., a zamek zbudowano dopiero w XIV wieku...

M XL XXL
    Ogrody Cawdor Castle. W tle sam zamek.

M XL XXL
 
   I jeszcze raz ogrody Cawdor.

M XL XXL
    W pobliżu Cawdor natykamy się na kolejną destylarnię na trasie naszej wyprawy. Royal Brackla ma właśnie przerwę urlopowo-remontową, więc niewiele tam zobaczymy. Możemy za to do woli fotografować budynki z zewnątrz. Nowoczesna konstrukcja hali alembików pozwala na otwarcie ogromnych okien, czyli praktycznie usunięcie jednej ze ścian. W upalne lato 2006 ma to ogromne znaczenie, tym bardziej, że okna te wychodzą na południe.

M XL XXL
 
   Trzy spośród czterech alembików Royal Brackla, destylarni założonej w 1812 roku jako Brackla. Przydomek „Royal” dopisany został w roku 1835.

M XL XXL
    Główny budynek Royal Brackla, którego progów jednak nie było nam dane przestąpić. W Wielkiej Brytanii trzeba uzbroić się w dużo cierpliwości i wyrozumiałości wobec troski miejscowych o nasze bezpieczeństwo. W zakładzie odbywa się remont, więc nie ma mowy żeby ktoś obcy wszedł do zakładu. Chyba, że sam wejdzie, nieproszony. Patrz zdjęcia z Cragganmore...

M XL XXL
 
   Destylarnia w rusztowaniach to naprawdę nieciekawy widok. Aż się prosi żeby zakład tętnił życiem, dymiły kominy, parowały alembiki...

M XL XXL
    Dallas Dhu – destylarnia-muzeum. Założona w 1899r., ostatecznie zamknięta w 1983r., otwarta jako muzeum w 1988r. Znajduje się w miejscowości Forres nad zatoką Findhorn Bay.

M XL XXL
 
   Widok ogólny na Dallas Dhu. Destylarnia urzeka czystością, przystrzyżonymi trawnikami, porządkiem. Normalnie w destylarniach zachwyca twórczy bałagan, ale tutaj to by chyba nie pasowało. No i zwracam uwagę na nieskazitelną biel magazynów. To najlepszy dowód, że w środku już nic nie leżakuje. Parujący alkohol powoduje rozwój czarnych grzybów na ścianach magazynów.

M XL XXL
    Widok na budynek główny Dallas Dhu.

M XL XXL
 
   Dziedziniec Dallas Dhu. Tutaj zwiedzanie odbywa się samodzielnie, jedynie z elektronicznym gadającym przewodnikiem. W budynku po prawej stronie niegdyś słodowano jęczmień. Na wprost suszono słód – jak pan Bóg przykazał, pod pagodą. Mały budyneczek na środku to... toalety. Tam niczego związane z whisky nie produkowano...

M XL XXL
    Nieskazitelnie czyste, ale przez to pozbawione charakterystycznego zapachu fermentującego piwa, kadzie fermentacyjne w Dallas Dhu.

M XL XXL
 
   Jak wspominałem przy okazji jakiejś innej destylarni, chłodzenie skraplanego destylatu odbywa się w wężownicach chłodzonych wodą. Czasem wężownice te zanurzone są w wodzie w ogromnych kadziach na zewnątrz destylarni. Właśnie tak odbywało się to w Dallas Dhu. Ten budynek na wprost kryje halę alembików. Dwóch alembików. A te kadzie na zewnątrz zawierają zanurzone w wodzie wężownice chłodnicze.

M XL XXL
    Tutaj, z kolei, odbywało się napełnianie beczek gotowym destylatem. W destylarniach funkcjonujących do dnia dzisiejszego ten ogromny zbiornik na świeży destylat wykonany jest zwykle ze stali nierdzewnej. Taka drewniana kadź to unikat.

M XL XXL
 
   Jeden z dwóch alembików działających w Dallas Dhu do 1983r. Ten tutaj to akurat alembik pierwszej destylacji, tzw. wash still.

M XL XXL
    Nie wiem kiedy przyznano Dallas Dhu upamiętnioną tu nagrodę za bezpieczną, bezwypadkową pracę przez 7507 dni. W 1939r. hala alembików spłonęła w pożarze. Chyba, że pożar nie kwalifikuje się tutaj jako „wypadek”...

M XL XXL
 
   Ostatni, pożegnalny rzut oka na Dallas Dhu. Jedziemy w samo serce Speyside. Nasz następny punkt programu do Cardhu.

M XL XXL
 
 
 
R E K L A M A