UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia. 18.12.2017 Wtorek 04:11

Galeria: Szkocja zimą 2007 - Rajmund Matuszkiewicz

Fort William, Oban i Port Ellen na przełomie stycznia i lutego 2007


Powrót do spisu galerii

   Gdzieś w drodze na Ben Nevis pewnego ponurego poranka, jeszcze pełen nadziei, że lada moment się przejaśni i zza chmur wyjdzie słońce.

M XL XXL
    W pewnym punkcie szlaku na szczyt Ben Nevis ścieżkę przecina spływający ze stoku strumień górski.

M XL XXL
 
   Tak wyglądała w tym roku zupełnie bezśnieżna zima. Widok w głąb doliny Glen Nevis ze ścieżki wiodącej na szczyt Ben Nevis.

M XL XXL
    Dollina Glen Nevis, rzeka Nevis - i promień słońca niosący nadzieję na lepszą pogodę przed dotarciem na szczyt.

M XL XXL
 
   Spływający ze zbocza Ben Nevis rwący potok. I para owieczek, na których nic nie robi wrażenia.

M XL XXL
    Tak wygląda zbocze Ben Nevis w pochmurny deszcz, przy wzmagającym się deszczu. Wszędzie pełno wody...

M XL XXL
 
   Destylarnia Glenlochy zamieniona została w pensjonat.

M XL XXL
    Glenlochy od strony dziedzińca.

M XL XXL
 
   Destylarnia Ben Nevis. Na zdjęciu kadź zacierna w destylarni.

M XL XXL
    Kadzie fermentacyjne w Ben Nevis. Te dwie z sosny oregońskiej wstawiono stosunkowo niedawno. Większość pozostałych zrobiona jest ze stali nierdzewnej.

M XL XXL
 
   Spirit safe w destylarni Ben Nevis.

M XL XXL
    Hala alembików w destylarni Ben Nevis.

M XL XXL
 
   Hala alembików w Ben Nevis raz jeszcze.

M XL XXL
    Wystawiona w gablocie w Visitor Centre w Ben Nevis butelka jedynej w swoim rodzaju single blended whisky - whisky mieszanej, której składniki (i zbożowa i słodowa) powstały w tej samej destylarni). Oto Dew of Ben Nevis 40YO Single Blended.

M XL XXL
 
   Wracając do mojego pensjonatu na nocleg, przechodziłem raz jeszcze obok byłej destylarni Glenlochy.

M XL XXL
    Destylarnia Glenlochy w całej (wieczornej) okazałości, razem z magazynami celnymi.

M XL XXL
 
   Oban. Te dachy i komin po prawej stronie, to destylarnia Oban. No i widok na zatokę i wyspy.

M XL XXL
    Raz jeszcze dachy magazynów celnych Oban i widok w głąb zatoki.

M XL XXL
 
   Stara, ponad stuletnia butelka whisky Oban obok współczesnej, znanej wszystkim doskonale butelki Oban 14YO.

M XL XXL
    Wnętrze Visitor Centre w destylarni Oban. Bardzo typowe dla destylarni należących do koncernu Diageo. No i właściwie wszystko, co dane mi było zobaczyć. Podczas mojego pobytu w Oban destylarnia była nieczynna dla zwiedzających.

M XL XXL
 
   Widok na zatokę, wieżę McCaig's Tower, oraz zagubioną gdzieś wśród budynków destylarnię.

M XL XXL
    Port w Oban wieczorem.

M XL XXL
 
   W zatoce w Oban zimowały w tym roku łabędzie.

M XL XXL
    Widok na destylarnię Oban wieczorem.

M XL XXL
 
   A to mój ulubiony pub, położony tuż nad zatoką. Co za klimat gdy tam się wejdzie w zimie, poza sezonem turystycznym, i znajdzie się wśród niesamowitych czasem tubylców...

M XL XXL
    Widok z wieży McCaig's Tower na zatokę w piękny, słoneczny poranek.

M XL XXL
 
   Wnętrze słynnej McCaig's Tower.

M XL XXL
    Szerszy widok z wieży McCaig's Tower na zatokę i wyspy.

M XL XXL
 
   Oban z góry raz jeszcze.

M XL XXL
    Widok na zatokę w Oban przez jedno z okien wieży McCaig's Tower.

M XL XXL
 
   I jeszcze raz McCaig's Tower od wewnątrz.

M XL XXL
    Podczas odpływu to i nawet przysnąć można obok własnej łodzi...

M XL XXL
 
   Wnętrze sklepu z whisky w Oban. Zwracam uwagę na pięć beczek, z których nalewana jest whisky do butelek na miejscu. Bywa też nalewana do kieliszków wielkości naparstka - do degustacji przez potencjalnych klientów.

M XL XXL
    Zatoka w Oban późnym wieczorem. Na wprost, w głębi zdjęcia, znajduje się nabrzeże promowe. Za moimi plecami - swojski pub The Oban Inn.

M XL XXL
 
   Taki widok uchwyciłem z okna autobusu, który wiózł mnie z Oban do Lochgilphead, skąd miałem się dalej udać do Kennacraig i promem na Islay.

M XL XXL
    Niewiarygodny wręcz klimat późnogierkowski pewnego baru w Lochgilphead. Ogromna kawa i jeszcze większa muffinka postawiły mnie naprawdę na nogi w ten chłodny poranek, gdy do zabicia miałem prawie dwie godziny, a pubów jeszcze nie otwarto.

M XL XXL
 
   Klilmatyczny widoczek w Lochgilphead. Widok w stronę Kintyre (to ten ląd w głębi), gdzie za chwil parę będę wsiadał na prom na Islay.

M XL XXL
    Samotna żagłowka widziana z promu płynącego w stronę Port Ellen na Islay.

M XL XXL
 
   Destylarnia i słodownia Port Ellen widziana z promu zbliżającego się do nabrzeża portowego w Port Ellen.

M XL XXL
    Skały okalające zatokę Lagavulin. W głębi widać zarys ruin zamku Dunyvaig.

M XL XXL
 
   Słońce kładzie się już nisko, dni są bardzo krótkie w zimie. Lagavulin w całej okazałości tuż przed zachodem słońca.

M XL XXL
    Pagody Lagavulin widziane na tle zachodzącego słońca.

M XL XXL
 
   Gdzieś po drodze z Lagavulin do Port Ellen. Trzeba się spieszyć na jakiś "pint of bitter" w pubie Ardview Inn w Port Ellen.

M XL XXL
    Główna (i jedyna) ulica w Port Ellen. Po lewej stronie, z samochodem zaparkowanym przed drzwiami - niesamowity wręcz pub Ardview Inn.

M XL XXL
 
   Poranny widok na ruiny zamczyska Dunyvaig Castle z pomostu wchodzącego w zatokę Lagavulin Bay, na tyłach destylarni Lagavulin.

M XL XXL
    Błotnista droga wiodła z Ardbeg do Airigh Nam Beist i dalej do Loch Uigeadail, skąd czerpana jest woda do produkcji whisky Ardbeg.

M XL XXL
 
   Nasączona torfem woda wypływa wartko z jeziora Airigh Nam Beist. Tworzący się właśnie potok dotrze do znajdującej się nieopodal destylarni Ardbeg.

M XL XXL
    Wody Airigh Nam Beist podmywają torfowe podłoże. To stąd właśnie w dużej mierze bierze się torfowość Ardbeg.

M XL XXL
 
   Airigh Nam Beist otoczone jest niewysokimi wzgórzami, wśród których gdzieś tam we mgle znajduje się Loch Uigeadail. Nie było mi jednak dane doń dotrzeć tym razem. Pogoda groziła totalnym załamaniem w każdej chwili. Nie pomogła nawet osoba towarzyszącego mi w tej pieszej wyprawie byłego menadżera Ardbeg, Stuarta Thomsona.

M XL XXL
    Pożegnawszy się ze Stuartem Thomsonem, udałem się w stronę Kildalton. Nawet ryzykując poważne przemoczenie. Okazało się, że na drodze między Ardbeg a Kildalton łatwiej spotkać owce niż ludzi.

M XL XXL
 
   Ze starych słupków przydrożnych dowiadywałem się raz po raz jak daleko mam do Port Ellen (w milach). Zakładając energiczny marsz z szybkością 3 mil na godzinę, mogłem sobie obliczyć jak bardzo zmoknę gdy ze zbierających się chmur wreszcie lunie deszcz.

M XL XXL
    Tuż przed Kildalton zauważyłem na polu całkiem pokaźne stadko dorodnych jeleni. Na zdjęciu znajduje się tylko jego część. Później okazało się, że spotkam je raz jeszcze, dosłownie o kilka metrów. Ale wtedy będzie już padał rzęsisty deszcz, a mój aparat będzie schowany głęboko pod całą masę nieprzemakalnych warstw...

M XL XXL
 
   Wewnątrz kaplicy w Kildalton znajdują się średniowieczne płyty nagrobne. Przez całe stulecia opierały się one działaniu deszczu - takiego, jak właśnie zaczął padać w okolicy.

M XL XXL
    Gdy na chwilę wyszło nieśmiałe słońce, nad Kildalton pojawiła się cudowna tęcza. Niestety, niedługo dane mi było cieszyć się widokiem i słońca i tęczy.

M XL XXL
 
   Ta sama tęcza nad kaplicą w Kildalton. Jak niedługo się przekonałem, zbyt daleko od Port Ellen żeby dotrzeć pod dach zanim przemoknę do suchej nitki.

M XL XXL
    Poranek mojego ostatniego dnia w Szkocji, ostatniego dnia na Islay. Jak na ironię, wstało piękne słońce, a po niebie błąkały się tylko pojedyncze, radosne chmurki. Zdjęcie zrobiłem około godz. 10.00. O 15.00 miałem prom na stały ląd i autobus do Glasgow. Wszystkie kolejne zdjęcia zrobione zostały w ciągu tych kilku godzin. Na zdjęciu promienie wschodzącego słońca po raz pierwszy tego dnia padają na magazyn celny Laphroaig.

M XL XXL
 
   W oczekiwaniu na obiecane mi oprowadzenie po destylarni, obiegłem niemal dookoła zatokę, nad którą przycupnęła Laphroaig.

M XL XXL
    W okolicy da się znaleźć taką perspektywę, z której cała Laphroaig to tylko komin, parę dachów i dwie pagody wystające ponad nadbrzeżne skały. A słońce ciągle świeci. Jakby nie mogło tak poprzedniego dnia. I poprzedniego...

M XL XXL
 
   Wreszcie trafiłem do obszernego i cieplutko urządzonego salonu lafrojgowskiego Visitor Centre. W upakowanych na regale i ułożonych pod oknem księgach znajdują się dane wszystkich Friends of Laphroaig.

M XL XXL
    Podobnie jak w wielu innych destylarniach, i tutaj ustawiono kilka beczek jako rekompensatę za brak możliwości zwiedzania magazynów celnych. Zwracam uwagę na znajdujące się w głębi kadru chorągiewki. Są one zatykane na owych słynnych stopach kwadratowych ziemi, które w dzierżawę otrzymuje każdy Friend of Laphroaig. Wystarczy przyjechać osobiście, umówić się z obsługą Visitor Centre, wziąć w garść flagę swojego kraju i wetknąć ją we wskazane miejsce.

M XL XXL
 
   Kolejny stały element programu niemal każdej destylarni - łopatka do kopania torfu. W Laphroaig jednak jej obecność nie jest tak znowu bezzasadna. Tutaj naprawdę w dalszym ciągu słoduje się przynajmniej część jęczmienia wykorzystywanego do produkcji whisky.

M XL XXL
    Kiełkujący jęczmień trzeba od czasu do czasu przerzucić żeby się nie zaparzył. Tutaj robi się to za pomocą takiego oto urządzenia mechanicznego.

M XL XXL
 
   Kiełkujący jęczmień jest już prawie gotowy do suszenia. Prawda, że łapska mi przemarzły trochę podczas tego biegania po klifach okalających zatokę...?

M XL XXL
    Cisza i spokój, jęczmień kiełkuje. A zwiedzających? W sumie było nas tego dnia trzech, w tym dwóch szpiegów z destylarni Macmyra w Szwecji. Przyjechali zorientować się po cichu jak zabrać się do samodzielnej produkcji słodu u siebie.

M XL XXL
 
   Zbliżenie na kiełkujący jęczmień.

M XL XXL
    A tak wygląda podłoga w suszarni słodu, tuż pod jedną z pagód. Przez te szapry przesącza się dym ze znajdującego się poniżej paleniska, w którym palone jest torfem.

M XL XXL
 
   Rzut oka w górę. Tak od wewnątrz wygląda jedna z pagód w Laphroaig.

M XL XXL
    Otwarty i czasowo wygaszony piec torfowy w suszarni słodu w Laphroaig.

M XL XXL
 
   Po obejrzeniu słodowni wyszliśmy na zlany słońcem brzeg zatoki. Co jeszcze chcemy zobaczyć? Naturalnie alembiki, please...

M XL XXL
    Rząd alembików w Laphroaig. Podczas mojej wizyty destylarnia pracowała "na pół gwizka", dość leniwie.

M XL XXL
 
   Przy "spirit safe" znajdują się wspomniani wcześniej moi nowi szwedzcy znajomi z Mackmyra, oraz nasza urocza przewodniczka.

M XL XXL
    Dowód na to, że w Laphroaig odbywała się wówczas destylacja, oraz na to jednocześnie, że oprowadzjąca nas przewodniczka była pierwszej urody.

M XL XXL
 
   Jeszcze jeden rzut oka na alembiki w Laphroaig. Tym razem z innej nieco perspektywy.

M XL XXL
    Na dziedzińcu Laphroaig, jak w większości pozostałych destylarni, znajdowała się ogromna liczba beczek czekających na napełnienie świeżym destylatem.

M XL XXL
 
   Tutaj widać, że naprawdę wizyta ta odbyła się w zimie. Mimo iż była to zima łagodna - podobnie jak w Polsce - poprzedniej nocy w Laphroaig najwyraźniej odnotowano lekki mróz, który ściął wodę na stojących na dziedzińcu beczkach.

M XL XXL
    Szpieg z Mackmyra powąchuje sobie świeży destylat. Do degustacji dostaliśmy do wyboru cztery wersje whisky - 10yo, 10yo cask strength, 15yo oraz Quarter Cask.

M XL XXL
 
   Oprócz możliwości zatknięcia flagi swojego kraju na "wydzierżawionej" stopie kwadratowej torfowej ziemi, każdy Friend of Laphroaig otrzymuje certyfikat, oraz dywidendę w postaci miniaturki whisky Laphroaig 10yo.

M XL XXL
    Ostatni rzut oka na jeden z budynków Laphroaig. W nim właśnie znajdują się podłogi do słodowania i suszarnia.

M XL XXL
 
   Wraz z dwoma szwedzkimi szpiegami dotarłem wkrótce (ich samochodem) do Ardbeg. Tutaj - moi nowi znajomi w ardbegowym Visitor Centre i Old Kiln Cafe.

M XL XXL
    Restauracja Old Kiln Cafe oraz ardbegowskie Visitor Centre znajdują się w tym samym pomieszczeniu, tak gdzie niegdyś odbywało się słodowanie i suszenie jęczmienia.

M XL XXL
 
   Tutaj też było tylko trzech zwiedzających. Ale już nie upieraliśmy się żeby nas oprowadzano po destylarni. Wstarczył nam hojny poczęstunek. Do wyboru były: 10yo, Airigh Nam Beist, Loch Uigeadail oraz Still Young.

M XL XXL
    Wichury, które dały nam się we znaki ubiegłej zimy w Polsce, dokuczyły też w Szkocji. W Ardbeg nawet dość boleśnie, jak widać.

M XL XXL
 
   To zdjęcie robię z nabrzeża, do którego niegdyś przybijały parowce z transportem węgla, jęczmienia, oraz które zabierały stąd whisky. Teraz sprawę załatwia transport drogowy i ogromne promy przybijające do Port Ellen i Port Askaig.

M XL XXL
    Ardbeg od strony nabrzeża raz jeszcze. Pogoda strasznie mi dokuczyła również tym, że tak cudownie się poprawiła na parę godzin przed moim wyjazdem ze Szkocji. Toż to czyste okrucieństwo...

M XL XXL
 
   Na dziedzińcu Ardbeg też zamarzła woda stojąca na beczkach. Ten biały budyneczek po prawej stronie to dom menadżera. Ta trawa między nim a beczkami, to moje najbardziej ulubione pole namiotowe na świecie. Tutaj już wielokrotnie stał mój namiot...

M XL XXL
    The Twin Pagodas of Ardbeg ;-) Pod tym dachem znajduje się Visitor Centre i Old Kiln Cafe.

M XL XXL
 
   Słońce jest coraz niżej mimo, że to dopiero godz. 14.00. Na jednym z budynków Ardbeg kładą się cienie pagód.

M XL XXL
    Zerwany dach jednej z pagód w Ardbeg raz jeszcze. Jak mnie zapewniała Jackie Thomson, planowane jest odrestaurowanie tego dachu. Być może w chwili gdy te słowa są pisane, w Ardbeg mają lśniącą nowością pagodę...?

M XL XXL
 
   Samotna budka telefoniczna - jeden z najbardziej charakterystycznych elementów szkockiego krajobrazu. Ta droga z lewej prowadzi do Port Ellen. Gdzie prowadzi ta druga - nie mam pojęcia.

M XL XXL
    Widok na Ardbeg od strony drogi wiodącej już do Port Ellen. Muszę przecież zdążyć na prom. Ani on, ani potem samolot w Glasgow nie będą na mnie czekać. W tle widać zarys półwyspu Kintyre. Na jego południowym krańcu (daleko na prawo od kadru) znajduje się Campbeltown. Daleko w tle widać jakiś górzysty ląd. tym razem sprawdziłem dokładnie. To wyspa Arran.

M XL XXL
 
   Wnętrze Ardview Inn, mojego ukochanego pubu w Port Ellen. Tutaj zawarłem niejedną suto zakrapianą znajomość z miejscową śmietanką. Dobrze, że mieszkałem dwa domy dalej i trafić z powrotem było nietrudno. Ale gdzie kto widział taką ofertę whisky...?

M XL XXL
    Tutaj chyba nie jest potrzebny żaden komentarz. Jak w raju - drogowskazy pokazują którędy do destylarni. Za moimi plecami nabrzeże portowe, do którego właśnie dobija mój prom. To jest ostatnia chwila na świętej ziemi...

M XL XXL
 
   Na dwie chwile przed wejściem na pokład promu, ostatni rzut oka na Port Ellen. Jak widać, słodownia pracuje pełną parą.

M XL XXL
    Ten ląd, za którym zachodzi słońce, to właśnie Islay. Tak sobie stałem na pokładzie promu i wzdychałem na przemian z pstrykaniem zdjęć. Przynajmniej pożegnała mnie zjawiskowym zachodem słońca. Kochana Islay ;-)

M XL XXL
 
   No i zaszło słońce, i prawie już Islay nie widać... Smutno...

M XL XXL
 
 
 
R E K L A M A