UWAGA! Obecna zawartość serwisu jest testowa - strona jest w trakcie tworzenia.
25.07.2017 wtorek 00:46 
2016.10.07

Ultis, czyli a nie mówiłem?

Jak ja uwielbiam mówić: A nie mówiłem? Zresztą, kto nie lubi…

Jeszcze atrament na dobre nie wysechł na moich wynurzeniach dotyczących tego, co dla rynku whisky oznacza pobudowanie tych wszystkich pięknych, wielkich, tradycyjnie nowoczesnych destylarni, co to pozwolą wszystkim ważniejszym graczom na rynku whisky szkockiej uwolnić możliwości zalewania rynku whisky słodową pochodzącą ze starych, uznanych i szanowanych destylarni, gdy Chivas Brothers ogłosiło premierę swojego nowego produktu – Chivas Regal Ultis. Na początek zaatakowany został segment łiskowych niedoedukowanych snobów (czyli czytający te słowa mogą czuć się bezpieczni, wszak tacy tu nie wchodzą), którym właśnie podsunięto produkt absolutnie ekskluzywny – whisky marki Chivas Regal, do której są tak przywiązani, jednak w wersji super-hipsterskiej, bo jest to whisky… uwaga… słodowa! Cóż, że mieszana? Słodowa, ta najlepsza, najszlachetniejsza, najdoskonalsza, najbardziej uświęcona tradycją.

OK, OK, emocje na bok. Jak się wydaje, pierwszym efektem rozhulania na dobre Dalmunach jest – nieśmiałe jeszcze, co prawda, ale idące szerokim frontem – wykorzystanie whisky słodowych z destylarni należących do Chivas Brothers w nowej edycji whisky znanej marki, mianowicie Chivas Regal Ultis. Jest to whisky słodowa mieszana (blended malt) z segmentu premium, skomponowana z whisky pochodzących z pięciu destylarni ze stajni Chivas Brothers. I tak, w skład Chivas Regal Ultis wchodzą destylaty z Allt-a-Bhainne, Braeval, Longmorn, Strathisla i Tormore.

Skąd pomysł, że to efekt działalności Dalmunach? Pisałem już o tym kilka felietonów temu, więc tylko pokrótce przypomnę. Uruchomione w ostatnich latach – bez większej pompy, niejako cichcem – wielkie destylarnie typu Roseisle, Ailsa Bay czy Dalmunach właśnie, produkować mają whisky na potrzeby blendów każdej z poszczególnych wielkich firm. Zostały przygotowane w ten sposób, by być w stanie naśladować – w mniejszym czy większym stopniu – whisky słodowe wytwarzane w bardziej chwytliwych marketingowo destylarniach, które siłą rzeczy póki co muszą robić na potrzeby blendów. Gdyby jednak taką Strathisla, Balvenie czy Mortlach zwolnić z tego obowiązku – na przykład, zatrudniając jakiegoś robota (czyt. wysoce zautomatyzowaną, niezwykle wydajną destylarnię, która tanim kosztem zrobi podobny destylat), to można wypuścić na rynek bez porównania więcej dętych NASów słodowych pod markami, którym sięganie do portfeli naiwniaków przychodzi bez trudu. I zgarnąć za nią kilkakrotnie większą kasę.

Jest z całą pewnością kompletnym przypadkiem, że właśnie teraz, po uruchomieniu Dalmunach, ukazuje się Chivas Regal Ultis, pierwsza w historii marki whisky słodowa mieszana. Jakoś nigdy wcześniej nikomu nie przyszło do głowy, że byłby to świetny chwyt marketingowy – whisky słodowa uznanej marki. Fachowcy z Chivas Brothers nie widzieli jaką popularnością od chwili swego debiutu cieszyła się konkurencyjna Johnnie Walker Green Label. Na pewno nie widzieli, nie zazdrościli. A już na pewno nie wiedzieli co z tą swoją whisky słodową robić. Nikt im nie powiedział, że świat oszalał na punkcie słodowej, a oni z czystej nieświadomości nie wypuszczali dotąd niemal żadnych edycji Braeval, Allt-a-Bhainne, oszczędnie postępowali w tej kwestii z Tormore, Strathisla i Longmorn. A teraz to tylko tak im się wymsknęło. Zupełnie bez związku z Dalmunach. Właściwie to oni nawet nie wiedzą po co ją zbudowali.

Wróćmy do nowej whisky. Nie ma deklaracji wieku, a kosztować ma w detalu 200 dolarów za butelkę, potrzebna jest więc chwytliwa historyjka. Jakich cudów kreatywności dokonywać muszą pi-arowcy Chivas Brothers! Naprawdę, to chyba najbardziej niedoceniana fucha w całym tym przemyśle. Jest pięć destylarni, pięć słodów, to wyskoczymy z… pięcioma mistrzami kupażu Chivas Brothers, którzy składali Chivas Regal od chwili powstania marki w 1909 roku do chwili obecnej. Im zadedykujemy nową whisky. Patrzcie narody, jak jesteśmy przywiązani do tradycji! Liczba pięć wkomponowana została więc sprytnie w kilka elementów nowego opakowania - w postaci rzymskiej cyfry na etykiecie, na zamknięciu, a nawet w postaci pięciu czarnych pasków w dolnej części zamknięcia. Bach! Wygląda świetnie.

To sama Opatrzność z pewnością chciała, żeby tych ludzi było akurat pięciu. Akurat jak mamy na zbyciu whisky z pięciu destylarni. Akurat tych zlokalizowanych w Speyside, jedna obok drugiej niemalże, których destylaty leżakują w zdecydowanej większości w magazynach w Keith, więc nie trzeba wielkiego zachodu, by je sobie pomieszać. Ciekawe co by było, gdyby tych destylarni było sześć – whisky dedykowana byłaby wszystkim mistrzom kupażu i destylarnianemu kotu ze Strathisla? A może okazałoby się, na potrzeby marketingu, że kluczowa dla rozwoju marki była liczba pionowych prętów w furtce wiodącej na dziedziniec Strathisla? A w przypadku innej liczby – odległość od biura menadżera do ujęcia wody? Koniecznie w jardach, rzecz jasna. A może sprawy mają się zupełnie inaczej? Najpierw powstał marketingowy plan sprzedania tego czegoś, a potem wybrano pięć destylarni i whisky z nich pochodzących, bo tak pasowało? Niezbadane są wyroki, tajemnicze są ścieżki…

Czekamy na pierwsze recenzje nowej whisky na forum BOW. No i przyjmujemy zakłady która z wymienionych pięciu destylarni wkrótce poszerzy znacznie swoją ofertę single malt. Jaki będzie następny krok. Jak już Dalmunach zakończy rozgrzewkę i przejdzie do ofensywy, czyli za około rok-półtora.

[R.M.]
fot. Chivas Brothers

R E K L A M A