Laphroaig (wymawiane "lafrojg") jest tą whisky, której nie da się pomylić z niczym innym. Jej ostro torfowy smak, silnie zabarwiony jodem, wodorostami i solą morską najlepiej chyba charakteryzuje opis jednej z moich znajomych - jest to smak świeżo wylanego asfaltu. W Laphroaig nikt nie ukrywa, że whisky tę albo się kocha, albo nienawidzi. Nie ma półśrodków. Tak jak - zdaniem producenta - nie ma ich w procesie jej wytwarzania.
Na wyspie Islay istnieje osiem destylarni. Dwie z nich od jakiegoś czasu walczą zaciekle o palmę pierwszeństwa, o miano "tej" whisky z Islay. Chodzi oczywiście o Laphroaig i Lagavulin. Ciekawe, że obie whisky mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. Przede wszystkim, te dwie destylarnie sąsiadują ze sobą niemal "przez płot". Obydwie mają bardzo smak tak charakterystyczny dla Islay, tak przesycony torfem, jodem i wodorostami, że podczas smakowania na ślepo nie ma najmniejszej wątpliwości, że mamy do czynienia z whisky z Islay. Nazwy obydwu destylarni oznaczają w języku szkockim mniej więcej to samo. Co więcej, historia obu destylarni odnotowuje próby przejęcia Laphroaig przez właścicieli Lagavulin, podkupowanie personelu, próby kopiowania Laphroaig w Lagavulin itp. Animozje nie wygasły do dziś, obie destylarnie należą do konkurujących ze sobą koncernów - Lagavulin należy do United Distillers, Laphroaig jest częścią Allied Distillers.
Mimo tak wielu podobieństw, sąsiedztwa destylarni i wspólnej historii obu whisky, różnica smaku między nimi jest zauważalna przy pierwszym smakowaniu. Osobiście wolę Lagavulin - wydaje się być bardziej dojrzała i zrównoważona w smaku (co może wynikać między innymi z wieku dostępnych na rynku whisky. Lagavulin ma 16 lat, Laphroaig - 10), choć nie mogę powiedzieć żeby niemiły był mi ów smak świeżo wylanego asfaltu obecny w Laphroaig. Jedno jest pewne, trudno pokochać którąkolwiek od pierwszego wejrzenia, obydwie potrafią być okrutne dla niewprawnego podniebienia. Znane są jednak przypadki, kiedy to Laphroaig podbiła serce nowicjusza w świecie whisky już po pierwszej szklaneczce. Są na tym świecie rzeczy...
Destylarnia Laphroaig w pobliżu Port Ellen na wyspie Islay założona została w roku 1815 przez braci Johnston. Od tamtej pory niewiele się zmieniło w Laphroaig. Zachowano słodownię, co ma olbrzymie znaczenie dla jakości gotowego wyrobu. Mówi się, że słód suszony miejscowym torfem nie ma sobie równego. Stąd ten silny, zdecydowany smak. W 1847 roku jeden z założycieli zakładu, Donald Johnston, utopił się w kadzi z whisky. Źródła milczą czego tam szukał i w jakim był wówczas stanie. W latach 1954-1972 destylarnią kierowała kobieta, Bessie Campbell, co jest przypadkiem niezwykłym w historii szkockiego gorzelnictwa. Innym godnym odnotowania kierownikiem destylarni była Elizabeth Cumming, która z podupadającej wytwórni Cardhu uczyniła przodujący zakład na wymagającym rynku w Speyside. Laphroaig przechodziła różne koleje losu charakterystyczne dla przemysłu gorzelniczego w Szkocji, głównie polegające na nękających gorzelników kłopotach finansowych i ocieraniu się raz po raz o bankructwo. Laphroaig została wykupiona przez Allied Distillers w roku 1967, głównie po to, by zapewnić sobie niczym nie skrępowany dostęp do destylatu z Laphroaig jako składnika blendu Long John.
|